sobota, 6 maja 2017

Środowisko naukowe a Wielka Lechia. Stosunek-opinie-działania.

Wielu z naszych czytelników zapewne zadaje sobie pytanie o stosunek środowiska naukowego wobec zjawiska tzw. fantazmatu wielkolechickiego oraz książek autorstwa Janusza Bieszka wydawanych pod auspicjami wydawnictwa Bellona. Na jesieni 2016 roku na naszej stronie na FB pojawiły się dwie opinie krakowskich mediewistów na temat publikacji Chrześcijańscy królowie Lechii. Polska Średniowieczna. W mediach wypowiadał się m.in. dr Grzegorz Pac, pracownik Zakładu Historii Średniowiecznej w Instytucie Historii Uniwersytetu Warszawskiego ZOBACZ. Niestety, nie powstały do tej pory, nawet popularno-naukowe, recenzje czy omówienia zjawiska jako ostrzeżenia dla młodych adeptów historii jak i tylko dla osób zainteresowanych czasami przeszłymi. Jedynym wyjątkiem, jest recenzja dr. hab. Marcina Napiórkowskiego, semiotyka kultury ZOBACZ.
Pewna tama wobec tego zjawiska w środowisku pęka. Chodź opinie o samym fantazmacie i konieczności „walki” z mającą niewątpliwie charakter dezinformacyjny interpretacją polskiej historii są różne, ciekawe, niektóre kompromitujące zawodowych historyków i archeologów.
Środowisko naukowe, zwłaszcza historyczne, posiada kilka grup branżowych na portalach społecznościowych, forach i stronach. Są one dostępne jedynie środowisku naukowemu (na szczęście do niego należymy). Stąd możemy przekazać wam stanowiska kilku uczonych wobec zjawiska fantazmatu Wielkiej Lechii. Czarę goryczy przelała i spowodowała wielki odzew publikacja filmiku w serwisie YouTube oraz nachalnej reklamy pojawiającej się przed filmami w tym serwisie, która przedstawiała rozwój terytorialny państwa lechickiego wraz z jego stolicami ZOBACZ. Zanim przejdziemy do reakcji na ten film, prześledźmy aktywność i stosunek środowiska naukowego do wcześniejszych publikacji autorstwa Janusza Bieszka. Wszelkie przytaczane przez nas komentarze są prawdziwe. Nie będziemy podawać imion i nazwisk osób, które opinie zamieściły pod analizowanymi przez nas wpisami. Podamy tylko tytuły i stopnie naukowe oraz jednostkę macierzystą autora danego wpisu. W nawiasie kwadratowym pojawi się krótki komentarz, by można było umieścić wypowiedź w szerszym kontekście i zrozumieć skróty myślowe. W przypadku przytaczania wymiany zdań, te same osoby będą posiadały stosowną cyfrę arabską przy tytule/stopniu naukowym.

Książka Słowiańscy Królowie Lechii na grupach branżowych odbiła się bardzo małym echem. Oprócz wrzucenia informacji, że taka publikacja powstała, jakikolwiek odzew był mizerny. Na jednej z grup całość dyskusji zamknęła się w kilku komentarzach. Przytaczamy ją w całości:

mgr 1, IH PAN – 36 map z tego okresu?! [zdziwienie na udostępniony w temacie postu przez jednego członka grupy opis książki sporządzony przez wydawnictwo Bellona]

dr 1, UMK – Co kraj to Daeniken. A czy starożytny miecz Atlantów nie przyczynił się do późniejszego zjednoczenia starożytnej Lechii - po tym jak Lech, Czech i Rus, czy może inny Siemowit - przy pomocy kosmicznej broni zniszczył dawne grody plemienne, by następnie przy użyciu kosmicznych technologii rozpocząć budowę piramid mocy pod Gnieznem??? Swoją droga ciekawe - czy ktoś podejmie się napisania recenzji. [Całość wpisu kończy link do filmiku z wypowiedzią Ericha von Daenikena ZOBACZ] 

dr 1, UMK – A jeszcze może jako ciekawostka - publikacja znajduje się przykładowo w dziale historia i literatura faktu. W końcu jest pierwsza w polskiej historiografii… I tyle z popularyzacji wiedzy…
mgr 1, IH PAN – O tempora! O mores!  
Na tym kończy się dyskusja pod tematem „Z cyklu wakacyjne mirabilia mundi, czyli Imperium Lechitów kontratakuje w najnowszej zapowiedzi wydawniczej Wydawnictwa Bellona”. Osoba tworząca temat nie zabrała głosu w dyskusji. Książka Chrześcijańscy królowie Lechii doczekała się troszkę więcej wpisów. Podzielimy je na grupy. Grupa pierwsza – stosunek lekceważący do podanej informacji o tym produkcie książkopodobnym:

Prof. dr hab. 1, USz – Jakieś brednie na tej stronie? Proszę trzymać poziom! 

Prof. dr hab. 1, USz – A możecie sobie i bajki wydawać, są zawsze przydatne dla pewnego kręgu czytelników. Tylko dlaczego na tej poważnej stronie je reklamujecie? [Odpowiedź na informację, że książkę wydaje Bellona]. 

dr 1, USz – To nie reklama a informacja. [odpowiedź na zarzut o reklamowanie tego wydawnictwa] 

mgr 1, UJ – Ta informacja to OSTRZEŻENIE! [odpowiedź na wpis, że to nie reklama a informacja] 

dr 2, UŁ – W czasach, w który każdy może pisać i wydawać co chce… buhahahahahahaha… tylko tyle mogę napisać i niech to wystarczy za mój komentarz. 

Grupa druga – wpisy sarkastyczne, sztuk jeden:
prof. dr hab. 1, UMK – Frapujące.
Bardzo ciekawe jest stanowisko środowiska naukowego do wypocin J. Bieszka. Nie ma praktycznie żadnej, oprócz jednego wpisu, refleksji, że książki J. Bieszka niszczą popularyzatorską pracę naukowców w propagowaniu historii i wyników badań historyczno-archeologicznych. Nikt nie stawia tam pytań, dlaczego taka książka została wydana przez Bellonę. Nikt nie poczuwa się do odpowiedzialności, by rozkolportować informację, że książki J. Bieszka są i będą szkodliwe dla adeptów historii i czytelników historią zainteresowanych. 
Prawdziwa dyskusja przetoczyła się dopiero pod wpisem na temat filmu i reklamy Bellony, który traktuje o terytorium i stolicach Imperium Lechitów. W temacie rozmowy dr 1, UW zamieścił taką informację:  
A teraz bez żartów! Darujcie sobie zabawne komentarze, a raczej starannie obejrzyjcie i przemyślcie sprawę, bo już niedługo o Imperium Lechitów zapytają Was studenci. Książki robią się coraz popularniejsze i coraz częściej traktowane są ze śmiertelną powagą, wydaje je poważne niegdyś wydawnictwo Bellona, znajdziecie je w dziale historycznym niejednej księgarni. Zainteresowanym (a zasadniczo jako środowiskowo powinniśmy być zainteresowani) [tutaj pojawia się link do filmu] ZOBACZ
 Oto kilka komentarzy pod tym tematem:

dr 1, UW – Zapewniam, że wielu członków tej grupy słyszy o Imperium Lechitów po raz pierwszy, a sądzę, że usłyszeć powinni. [Wpis ten doskonale przekazuje stosunek środowiska naukowego do zjawiska fantazmatu Wielkiej Lechii, co badaliśmy sami na przykładzie krakowskich mediewistów]. 

dr 2, USZ – To patologia, że dopiero pierwszy raz [odpowiedź na wpis dr 1] 

mgr 1, UAM – Nie wszyscy muszą sobie zdawać sprawę, że tacy turbolechici istnieją. Bo komu się chce studiować meandry umysłowości Białczyńskiego, Szydłowskiego czy Bieszka. Dlatego prawda o turbolechitach i ich poglądach na historii może być szokująca. [pierwszy naukowiec, po osobie tworzącej temat rozmowy, który zna się na rzeczy i głównych guru tego ruchu]. 

dr 3, Belfast – Ja Bieszka odkryłam przy okazji ostatniej wizyty w warszawskim Empiku w lutym br. Wiem, żem straconą dla społeczeństwa patologią, bo już mi wiele osób dawało do zrozumienia, ale że moja nieznajomość dzieł Bieszka się do tego przyczynia, dotąd nie wiedziała. Powiem więcej, wydawało mi się, że patologią są rzeczone dzieła same w sobie. Ale rozumiem, że jestem istotą błądzącą i cieszę się, że jest tylu światłych ludzi gotowych naprowadzić mnie na ścieżki prawdy w sposób uprzejmy acz stanowczy. [Wpis pełny plątaniny. Rzeczywiście, jeżeli środowisko naukowe nie jest zainteresowane wydawanymi gniotami, które psują robotę popularyzatorską, to faktycznie jest patologiczne. Jeszcze gorzej, jak na nie w ogóle nie odpowiada].
Pojawiły się również komentarze, sugerujące, że należy się za to zjawisko w końcu merytorycznie zabrać, ale głosy te były w mniejszości. 

mgr 2, UŁ – I tu kamyczek do ogródka części członków tej grupy, którzy legitymują się stopniami naukowymi co najmniej doktora habilitowanego i pracują jako wykładowcy w szacownych instytutach historii. Przespaliście lub zignorowaliście problem, pewnie wychodząc z założenia, że z idiotami nie podejmuje się dyskusji. Tymczasem turbolechicka pseudohistoria z jej wielkomocarstwowymi wizjami, kreowana przez niehistoryków, staje się dla zwykłego czytelnika atrakcyjną alternatywą wobec prac popularnonaukowych opartych na jakichkolwiek badaniach historycznych. Tym bardziej, że Bellona produkuje książki Bieszka w nakładach powyżej 1000 egzemplarzy i ma najlepszą w kraju sieć dystrybucji. Niebawem młodzi miłośnicy Wielkiej Lechii zawitają do instytutów historii i spotkacie ich na egzaminach z historii Polski średniowiecznej, wtedy dopiero będzie wesoło. 

dr 4, UJ – Są już tacy, odważni, co od dawna z Lechią Wielką wojują [Tutaj pada link do naszej strony i bloga. Czyli nasza praca ma jakiś sens, dotarła nawet do grup branżowych, co nas cieszy].
Podczas dyskusji nad wzmiankowanym wcześniej filmem, jeden z komentujących wrzucił informację na temat wydanej już kilka lat temu pracy doktorskiej Piotra Makucha Od Ariów do Sarmatów. Nieznane 2500 lat historii Polaków. Szok i pełne niedowierzanie zawodowych historyków, samodzielnych pracowników naukowych na uniwersytetach i instytutach badawczych. Nie spodziewali się, że te totalne brednie są pracą doktorską obronioną na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ, że recenzowali ją wybitni badacze z zakresu iranistyki, że została opublikowana ze wsparciem MNiSW… Oczywiście na słowach oburzenia się skończyło. Żaden z dyskutantów (a byli wśród nich historycy, archeolodzy i językoznawcy) nie zadeklarował konkretnych działań, tj. napisanie krytycznej recenzji naukowej, poinformowanie środowiska o tym wydawnictwie i rozpropagowaniu wiedzy, że pracy tej należy unikać i uczulać studentów, doktorantów, zainteresowanych historią na łamach popularnonaukowych czasopism historycznych o tej pracy. Żadnych konkretnych działań czy też planu.
Na koniec krótkie podsumowanie. Smutny to obraz, jaki jawi się z tych wpisów. Oprócz kilku, głównie młodszych pod względem tytułu i stopnia naukowego pracowników, którzy masowo korzystają z dobrodziejstw Internetu, jego baz danych i zasobów, nikt z samodzielnych pracowników naukowych nie widzi problemu. A jeżeli zdaje sobie z niego sprawę, wychodzi z założenia, że z idiotami się nie rozmawia. Nawet, jak takie wydawnictwa autorstwa P. Makucha czy J. Bieszka czynią obecnie wielkie szkody i sieją ogromny zamęt w umysłach głównie młodych ludzi, przyszłych studentów historii i archeologii.

Tajemniczy Don Pedro Mediewista
szpieg z krainy Reptilian

3 komentarze:

  1. Ne jest jeszcze tak źle, skoro utytułowani historycy nie wspierają fantazmatu Wielkiej Lechii swoim autorytetem. Proepidemicy wspomagani są przez prof. dr hab. Marię Dorotę Majewską, prof. dr hab. inż. Stanisław Gumuła wspierał Lucjana Łągiewkę itd. itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proepidemików wspierają lekarze dalecy chyba kompetencjami do wypowiadania się o szczepionkach. Na gruncie historii swego czasu nieżyjący już prof. Jerzy Krasuski, zajmujący się dziejami nowożytnymi Niemiec, postanowił się wypowiedzieć w artykule pt. "Skąd się wzięli Lechici?". Na szczęście, Imperium Lechickiego nie zauważył, ale i tak plótł duby smalone... Jak ktoś ma czas i chęci na czytanie tego, to można znaleźć w płatnym archiwum Polityki.

      Usuń
  2. "Chodź opinie " - do poprawki, chyba że to jakaś gra słów.

    OdpowiedzUsuń