poniedziałek, 24 października 2016

The Hidden Story of Poland: What Happened to the Forgotten Kingdom of Lechia? Polemika z tezami Natalii Klimczak


Buszując w Internecie, przeglądając liczne grupy, strony i historyczne strony fanowskie na Facebooku natrafiliśmy na link do artykułu Natalii Klimczak umieszczonego na popularnonaukowym portalu ancien-origins.net. ZOBACZ Portal ten posiada prawie pół miliona polubień na swoim facebookowym odpowiedniku, a co za tym idzie, pokaźną rzeszę odbiorców, niekoniecznie osób naukowo interesujących się tematyką tego portalu, ale zwykłych ludzi, którzy szukają ciekawych artykułów, by zgłębić swoją wiedzę. Na tymże portalu przeszło miesiąc temu został umieszczony niefortunny tekst N. Klimczak, który zawiera liczne błędy, w tym warsztatowe, przekłamania i insynuacje godne teorii spiskowych. 


Wpierw wypada się przyjrzeć osobie autorki, zwłaszcza jej wykształceniu i zainteresowaniom. Ukończyła studia w zakresie historii na Uniwersytecie Gdańskim (licencjat i magister), niezależny badacz i dziennikarz (idąc za oficjalnymi informacjami i tekstami jej artykułów, które ukazują się na łamach różnych lokalnych newsowych portali internetowych). Zainteresowania badawcze, jakie prezentuje, to historia antyku (którą zajmowała się również naukowo, wygłaszając odczyty na licznych konferencjach naukowych), historia średniowiecza, biografistyka czy historia Gdańska. Od takiej osoby, która powinna w trakcie wielu lat studiów, napisaniu samodzielnej dysertacji naukowej na oryginalny temat (doktorat) nabyć odpowiednich kompetencji, od której przynajmniej powinno się wymagać minimum przyzwoitości i nabycia odpowiedniego warsztatu badawczego czy umiejętności weryfikowania informacji. Tymczasem dr N. Klimczak całkowicie temu przeczy. Ale dlaczego koło wyprzedza wóz? Cytując kronikę Anonima tzw. Galla przejdźmy do konkretów.



Tematyka i tezy

Coraz więcej, na łamach stron i portali internetowych, gazet i czasopism (m.in. Rzeczpospolita czy Najwyższy Czas!), publikuje się tekstów, które promują pseudonaukę, nieuctwo czy też całe steki bzdur. Naród nasz, ma to w swoich narodowych cechach, że słowo pisane uznaje za pewnik. A skoro zostało wydrukowane, w postaci artykułów w prasie czy książek, można uznać je za w pełni wiarygodne. Łącznie z ich nieprawdziwym, wynaturzonym, oderwanym od krytycznego sposobu myślenia i rzetelności, obrazem. Tyczy się to zwłaszcza fantazmatu wielkolechickiego, który szturmuje i, niestety, zdobywa coraz to nowe bastiony, poszerza grono swoich zwolenników. Artykuł N. Klimczak, który ukazał się w języku angielskim, na zagranicznym portalu tyczącym się historii antycznej (i nie tylko), zdobywa dla tej teorii kolejny przyczółek. Na szczęście komentarze, które pod tym tekstem się pojawiły, nie pozostawiły złudzeń, że autorka jest ignorantką w zakresie spraw, w których się wypowiada. To, co z tego wpisu może być niebezpieczne i poczynić wielu szkód, że osoba, która nie jest obeznana w historii Polski, nie zna polskiego języka, otrzyma nie tyle błędne, co całkowicie bzdurne informacje na ten temat.

Artykuł N. Klimczak wprowadza w błąd już samym tytułem i leadem. Tymi kilkoma zdaniami autorka wprowadza od razu tezę, że prawda o początkach polski jest zupełnie inna, niż do tej pory się sądzi na podstawie źródeł historycznych.



Ignorancja czy braki w wiedzy?

Jako pierwszy dowód przytacza płytę nagrobną z I wieku, która zawierać ma inskrypcję tyczącą się króla lechickiego Awiłły Leszka, którą ufundował cesarz (sic!) Tyberiusz Klaudiusz Buccio. Nie będziemy zamęczać czytelnika naukowym wywodem, pokażemy za to całkowitą ignorancję osoby, która ukończyła studia magisterskie w zakresie historii, a powinna więc posiąść umiejętności rozwinięcia skrótów i poprawnego odczytania inskrypcji. Mało tego, winna znać pełne imiona cesarzy rzymskich. Ale po kolei. Inskrypcja ta w ogóle nie tyczy się wspomnianego Awiłły Leszka, tylko rzymskiego obywatela Gajusza Awilliusza Leschusa, który otrzymał miejsce na swój pochówek od innego obywatela rzymskiego, Tyberiusza Klaudiusza Buccio. Poprawne łacińskie odczytanie tejże inskrypcji brzmi C(AIO) AVILLIO LESCHO TI(BERIVS) CLAVDIVS BVCCIO COLVMBARIA IIII OLL(AS) VIII SE VIVO A SOLO AD FASTIGIVM MANCIPIO DEDIT (dla porównania odczytanie, które pojawia się w tekście N. Klimczak: Cavillio Lescho Ti Claudius Buccio Columbiara IIII OLL VIII Se Vivo a Solo Ad Fastigium Mancipio Dedit – w którym nie zostały rozwinięte abrewiacje). Sama zaś inskrypcja oznacza: Gajuszowi Awiliuszowi Lescho, Tyberiusz Klaudiusz Buccio, cztery kolumbaria i osiem urn, za życia, od ziemi do sufitu przekazał i wystawił. Nie ma więc w inskrypcji ani mowy o królu Lechickim, ani o cesarzu rzymskim! Podstawowe informacje o tym zabytku można znaleźć tutaj ZOBACZ.

Kolejną rzeczą jest brak znajomości u autorki listy cesarzy rzymskich, którzy w I wieku n.e. nosili imiona Tyberiusz i Klaudiusz. W przywoływanym okresie cesarzami rzymskimi byli (w nawiasie przytaczamy oficjalną ich tytulaturę): Tyberiusz Klaudiusz Nero (Tiberius Cesar Augustus), panujący w latach 14-37 n.e. oraz Tyberiusz Klaudiusz Druzus Nero Germanicus (Tiberius Claudius Caesar Augustus Germanicus), panujący w latach 41-54 n.e., obaj z dynastii julijsko-klaudyjskiej. Żaden z nich nie nosił przydomka Buccio, o czym historyk, zajmujący się antykiem wiedzieć winien, a takim brakiem wiedzy popisała się autorka tekstu. Już sam tylko ten przykład jest dla niej, jako magistra historii i doktora nauk humanistycznych w zakresie filologii kompromitującym.

Następnym dowodem jest, wszechobecne wśród argumentów zwolenników teorii lechickiej, przytaczanie map, bez podania ich autorów, jakoby miały się na nich pojawiać granice Imperium Lechickiego. Autorka również nie podaje żadnych konkretów w tej mierze.

Trzecią z kolei, a kompromitującą autorkę, tak samo jak w przypadku dowodu pierwszego, jest całkowity brak znajomości na temat polskiego średniowiecznego dziejopisarstwa oraz okresów historycznych. Z tekstu dowiadujemy się, że istnieje 23 średniowiecznych polskich kronik, a 13 z nich zawierają informację o królestwie lechickim. W poczet tych kronik autorka zaliczyła m.in. Karcina Kromera (pisownia autorki), Benedykta Chmielowskiego, oraz, wg niej, najstarszą kronikę, autorstwa Wojnana, pochodzącą z 4-8 wieku n.e. Już samo podanie absurdalnie dużej ilości średniowiecznych polskich zabytków kronikarskich wskazuje, że autorka nie ma kompletnie pojęcia, jak wygląda stan polskich źródeł średniowiecznych. A wymienienie obok kronik średniowiecznych dzieł humanistycznych czy barokowych, w tym fałszerstw, jak kronika Wojnana (czy też gramota, napisana na korze, która powstała zapewne w XIX wieku), pokazuje tylko jedno – autorka, mimo deklarowanego wykształcenia historycznego, nie posiada żadnej, nawet elementarnej wiedzy w zakresie opracowywanego przez nią tematu.

Każdorazowo we wpisach informujących o Lechii musi pojawić się argument genetyczny. Nie będziemy go szeroko tutaj omawiać, bowiem już to robiliśmy, czytelnika odsyłamy więc do poprzednich naszych wpisów ZOBACZ. Nadmienimy tylko, że badania prowadzone m.in. przez prof. T. Grzybowskiego obejmują okres do 2500 lat, nie do 7000, jak chce autorka i zwolennicy teorii lechickiej, oraz nie łączy się ich z etnosem, o czym zresztą pisze i mówi sam autor tychże badań.

Kolejnym typowym argumentem, bez podania autorów i tytułów źródeł, jest wymienienie, że informacje o Królestwie Lechickim pojawiają się w rzymskich, tureckich czy bałkańskich źródłach. Autorka kompletnie nie zdaje sobie sprawy, że takich informacji w tych kronikach nie ma, a jeżeli już jakiekolwiek są, tyczą się one ogólnie Słowian, którzy pojawili się w horyzoncie dziejowym Rzymu i Bizancjum około VI wieku (Zob. m.in. Jordanesa „O pochodzeniu i czynach gotów” czy Konstynantyna Porfirogenety „O zarządzie państwem”).

Jedyne prawdziwe informacje, jakie w tekście się pojawiają, są dwie. Pierwsza, że historycy, słusznie zresztą, całość dziejów tzw. Państwa Lechickiego uznają za mit, legendę i baśnie, bowiem nie ma żadnego źródłowego i archeologicznego potwierdzenia, że takowe kiedykolwiek istniało. Drugą informacją, przy końcu tekstu N. Klimczak, która jest prawdziwa, że prace Janusza Bieszka są ostro krytykowane przez, tutaj odlot, starodawnych historyków, przez których teoria ta długo jeszcze nie stanie się obowiązującą. Nawet w tych stwierdzeniach wychodzi całkowity brak choćby w minimalnym stopniu przyzwoitości naukowej u autorki tekstu.



Insynuacje i budowanie teorii spiskowej

Autorka tekstu o rzekomym ukrywaniu historii i losach Królestwa Lechickiego nie uniknęła również wplątania siebie w insynuacje i teorie spiskowe. Pierwszą z nich jest twierdzenie, że obecna historia Polski została stworzona przez zaborców, ale skoro ich działania nie były skoordynowane, to co rusz, zwłaszcza w XIX wieku, pojawiają się informacje o tzw. państwie lechickim (chodzi tutaj zwłaszcza o pseudonaukowe publikacje badaczy-amatorów, których w XIX wieku jest całe zatrzęsienie, liczne fałszerstwa dokumentów czy zabytków archeologicznych), które mają być potwierdzeniem istnienia tego tworu. Drugie z tych twierdzeń, na kanwie teorii spiskowej, sugeruje, że działania zaborcze miały doprowadzić do łatwiejszego manipulowania polskim społeczeństwem. Autorka, nie po raz pierwszy zresztą, wykazuje się tutaj również brakiem wiedzy historycznej, zwłaszcza zjawisk jakimi były rusyfikacja i germanizacja, które polegały na wyplenieniu polskości, w tym polskiego języka, kultury i POLSKIEJ HISTORII, bowiem zaborcy dobrze zdawali sobie sprawę, że świadoma historycznie i narodowo Polska potrafi obalić ich imperia, zwłaszcza, że w wiekach wcześniejszych, to Rzeczpospolita Obojga Narodów była w Europie Środkowej potęgą, która zdobyła Moskwę i zhołdowała Zakon Krzyżacki, który stał się później kanwą powstania Prus.



Zakończenie

Wpis Natalii Klimczak, jest, niestety kolejnym tekstem osoby należącej do środowiska naukowego (autorka jest doktorantką), po dr Tomaszu Sommerze i dr hab. Mariuszu Kowalskim, która, nie tyle w nierzetelny sposób podeszła do prezentowanej przez siebie tematyki, a pracując w zawodzie dziennikarza, nie tylko naukowca, wymaga się rzetelnego i obiektywnego przedstawienia problemu, ile przedstawia całkowicie zakłamany obraz. Wszelkie jej tezy i sformułowania sprowadzają się do przedstawienia błędnego obrazu na temat przedchrześcijańskiej historii ziem polskich. Tekst ten jest kompromitacją autorki, która mieniąc się członkiem środowiska naukowego (jako niezależny badacz i niezależny dziennikarz), uzyskując wykształcenie w zakresie historii, nie prezentuje żadnej kompetencji badawczej, która dla tych dwóch zawodów winna być przez jej teksty reprezentowana. Jako wykształcony historyk nie posiada żadnego warsztatu badawczego, ani wiedzy w zakresie historii. Co, rzecz jasna, uderza w Uniwersytet Gdański, którego jest absolwentką i na którym nadano jej stopień doktora nauk humanistycznych i stawia pod znakiem zapytania celowość masowych naborów na studia doktoranckie, skoro uniwersytety nie potrafią w ciągu 4 lat studiów doktoranckich zweryfikować, czy dany kandydat nadaje się do samodzielnej pracy naukowej oraz do godnego reprezentowania środowiska naukowego, zwłaszcza w zakresie odpowiedzialności za słowo, którą winno się wymagać od osoby posiadającej stopień naukowy doktora.



Tajemniczy Don Pedro Mediewista 


PS redakcyjne: Jak się dowiedzieliśmy, autora tekstu nie posiada tytułu naukowego. Informację, że jest doktorem oparta została o Jej notkę z portalu ancient-origins (obecnie została ona zmieniona i takich informacji już nie zawiera).

7 komentarzy:

  1. O bosze, przeczytałem to... Jaki wstyd dla tej pani. Jestem w szoku, że ktoś po historii mógł takie brednie wypłodzić.

    http://seczytam.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja...
    Przeczytałem i nie mogłem uwierzyć. Przeczytałem jeszcze raz. Miałem nadzieję, że może ktoś się pod nią podszywa. Sprawdziłem.
    Ja... ze względów oczywistych nie użyję pewnego słowa, które ciśnie mi się na usta.


    OdpowiedzUsuń
  3. Na fb toczy się dyskusja o tym, czy na pewno ta pani słusznie używa tytułu doktora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisaliśmy też o tym na facebooku:
      o przeprowadzonej głębszej kwerendzie, na portalach podających dane o ludziach nauki (m.in. Baza „Ludzie Nauki”, Baza „POLON”), autorka tekstu nie figuruje jako doktor nauk humanistycznych. Więc albo stopień ten uzyskała niedawno i nie został on odnotowany w odpowiednich bazach, albo nadal znajduje się na studiach doktoranckich. Ten drugi przypadek stoi w sprzeczności z informacjami, które oficjalnie podaje sama autorka. Biorąc pod uwagę drugi przypadek to Natalia Klimczak bezpodstawnie w swoich wpisach w zagranicznym portalu tytułuje się doktorem. A za używanie tytułów i stopni, których się nie posiada, grożą w Polsce odpowiednie sankcje. W tym względzie całość notek biograficznych, w których autorka informuje, że jest w stopniu naukowym doktora jest też niebywale nieetyczna i, być może, oparta na oszustwie.

      Usuń
  4. Gdzieś doczytałem, że ta pani jest mgr historii, ale doktorat robi (a nie zrobiła) na filologii polskiej. Widocznie historia jej nie leżała :D

    http://seczytam.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na polonistyce doktoryzuje się z fantastyki historycznej :D

      Usuń
    2. Pewnie chce być interdyscyplinarna. Jak się jej filologia polska nie spodoba, zawsze może zostać kardiologiem ("Czucie i wiara silniej mówi do mnie
      Niż mędrca szkiełko i oko.
      Martwe znasz prawdy, nieznane dla ludu,
      Widzisz świat w proszku, w każdej gwiazd iskierce.
      Nie znasz prawd żywych, nie obaczysz cudu!
      Miej serce i patrzaj w serce!").

      Usuń