piątek, 30 grudnia 2016

10 bzdur historycznych dla których nie warto sięgać po książkę „Chrześcijańscy królowie Lechii. Polska Średniowieczna”

Od dwóch miesięcy obiecujemy recenzję najnowszej książki Janusza Bieszka pt. „Chrześcijańscy królowie Lechii. Polska średniowieczna” (Warszawa 2016, wyd. BELLONA), jednak takowej nie będzie z jednego powodu. Widząc ogromną ilość bzdur w wydanej publikacji, mieliśmy ogromny dylemat jak to zrecenzować, skoro nasz komentarz potrzebny byłby niemal do każdego akapitu książki.
Zaczęliśmy omawiać „Chrześcijańskich królów Lechii” problematycznie – wpierw wykazaliśmy, że autor nie zna podstaw matematyki, a konkretniej nie potrafi zsumować liczby wykorzystanych pozycji w bibliografiach swoich książek ZOBACZ. Następnie wyjaśniliśmy na przykładzie m.in. fragmentu książki J. Bieszka, że Chrobry nie był żadnym cesarzem wschodu czy zachodu, jak podaje autor i inni myśliciele lechiccy ZOBACZ, wykazaliśmy też, że Bolesław Zapomniany to fikcja dziejopisarska ZOBACZ.

Doszliśmy jednak do wniosku, że taki sposób recenzowania książki nie jest najlepszy dla zwykłego czytelnika, który być może wymaga prostego przekazu, dlaczego nie warto sięgać po „Chrześcijańskich królów Lechii”? Wielowątkowe obalanie bzdur wyssanych z kości ogonowych czy innych części ciała zostawiamy na przyszłość.
Dziś pokażemy Wam na przykładzie 10 fragmentów z „Chrześcijańskich królów Lechii” absurdalność i irracjonalność stawianych tez przez J. Bieszka, jednocześnie z wykazaniem, że publikacja ta – jak próbuje Wam wcisnąć w reklamówkach wydawnictwo BELLONA – nie jest żadną literaturą odnoszącą się do alternatywnej wizji historii, ponieważ autor książki bardzo poważnie podchodzi do swoich hipotez i postulatów badawczych. Nie bez przyczyny piszemy o postulatach, gdyż wybrane przykłady pochodzą z wniosków i zakończenia publikacji (s. 257–271). Zaczynamy!

Bzdura nr 1
Przyjęcie chrztu zapewne około 969 roku było dramatycznym i ryzykownym wyborem przyszłości Lechii, inaczej Polanii. Decyzja ta wydawała się królowi Mieczysławowi II niezbędna dla niego i jego rodu, aby utrzymać władzę, ale czy była dobra również dla wolnego słowiańskiego ludu lechickiego? Czytelnik powinien sobie sam odpowiedzieć na to pytanie. Mieczysław II wiele lat starał się o koronę u papieża i zgodnie z naszymi kronikami przed jej otrzymaniem zmarł w 999 roku. (s. 258)
Fragment ten nie ma niczego wspólnego z rzeczywistością, a także prowadzonymi badaniami i rezultatami tychże badań. Nie będziemy tutaj rozwijać wątku na temat przyczyn i konsekwencji przyjęcia chrztu przez Mieszka I, bo to sprawa na osobne omówienie. Nic pewnego na temat przodków Mieszka nie wiemy – skąd pewność zatem, że był drugim władcą tego imienia? Poza tym – to był MIESZKO – tak zapisują go źródła dyplomatyczne i kronikarskie. Imię to podają choćby „Dzieje Sasów” Widukinda z Korbei pod rokiem 963 w rekcji Misac (jest to zarazem najstarsza pisana wzmianka o Mieszku), relacja Ibrahima Ibn Jakuba jako Msk, żywot św. Udalryka z Augsburga jako Misico, a na początku XI wieku pojawia się także w Kronice Thietmara z Merseburga czy w żywotach autorstwa Brunona z Kwerfurtu. Natomiast najstarszy na gruncie polskim zapis tego imienia w wersji Misico pochodzi z monet Mieszka II, syna Bolesława Chrobrego. Oczywiście część historyków i archeologów nadal uważa, że monety te zostały wyemitowane przez Mieszka I. Dlatego na poczet tej mini-recenzji przyjmujemy, że imię to w odniesieniu do pierwszego historycznego władcy Polski pojawia się w źródłach pisanych na przełomie X i XI wieku. Długosz w XV wieku w swoich rocznikach użył imienia Myeczslaus na określenia Mieszka. Autor „Roczników” wywodząc etymologię tego imienia zdawał sobie sprawę, że imię Mieszko jest skrótem dłuższego imienia. Późniejsi dziejopisarze (XVI–XVIII w.) przejęli to imię jako właściwe Mieszkowi, błędnie też tłumacząc z łaciny zapis Długosza jako Mieczysław. Długosz po prostu błędnie zapisał imię Mieszka, mając jednak rację, że Mieszko to skrót dłuższego imienia, ale nie był to Mieczysław, które jest zniekształconą formą imienia Miecisław.
Sprawa z koroną była już wcześniej przez nas opisywana. W przypadku „kronik” nie jest uzasadnione używanie tutaj liczby mnogiej, bo J. Bieszk odwołuje się tutaj konkretnie do legendy dziejopisarskiej Hartwika (XII w.) oraz Kroniki węgiersko-polskiej (XIII w.), które mówią o tym, że korona przeznaczona dla Mieszka, trafiła na Węgry do Stefana. Podanie to, nie znajduje jednak potwierdzenia w innych źródłach, dlatego jest nie miarodajne i stanowi raczej wymysł dziejopisarski dla uzasadnienia konkretnych sytuacji i wydarzeń. Nie mówiąc już o tym, że Mieszko zmarł w roku 992, a nie w 999, o czym dokładnie pisaliśmy w tekście o rzekomej cesarskości Chrobrego.

Bzdura nr 2
Cesarz Bolesław I Wielki zwany Chrobrym był największym i najwyższym rangą władcą w dziejach zarówno średniowiecznej Polanii, jak i Europy. Był posiadaczem dwóch diademów cesarskich (jako król królów, princeps, primus): cesarza wschodu (Słowiańszczyzny) od 1000 roku oraz cesarza Zachodu (Rzymu) od 1025 roku […]. Należy wyjaśnić, gdzie aktualnie znajdują się oba diademy cesarskie oraz złoty tron i po zlokalizowaniu wystąpić o ich zwrot jako własności cesarza Bolesława I Wielkiego i Polski. (s. 258)
Wskazywaliśmy już ten cytat wcześniej i stosownie został skomentowany, dlatego też odsyłamy czytelników do wcześniejszego tekstu o Chrobrym. Nie mogło go jednak zabraknąć w niniejszym zestawieniu, gdyż dobitnie pokazuje prymitywność wniosków autora. Postulator J. Bieszk ma zresztą swojego naśladowcę w postaci Pana Czesława Białczyńskiego, który ostatnio na prelekcji dostępnej do obejrzenia TUTAJ, powiedział następujące słowa: Uważam osobiście, że aby Polska naprawdę stała się wolna duchowo, to muszą zaistnieć pewne fakty i nie uznam nigdy, że Polska jest wolna duchowo, dopóki na przykład w Krakowie nie stanie pomnik Bolesława Chrobrego […]. Po pierwsze postać Bolesława Chrobrego jest szczególnie zakłamana. Ostatni król, przez jakiś czas cesarz Europy, który próbował Europę zjednoczyć w oparciu o projekt Wielkiej Lechii (minuta 40.53–41.36).
Nie mamy nic przeciwko temu, aby stosowny pomnik Chrobrego powstał i stanął w Krakowie. Pytanie tylko, po co dorabiać do tego wszystkiego bzdurną, lechicką ideologię, skoro Chrobry nie był cesarzem! W jaki sposób postać Chrobrego jest zakłamana? Na jakiej podstawie? Można się zgodzić, z twierdzeniem, że jest to postać tajemnicza, bo wiemy o niej niewiele, zwłaszcza dla lat 1018-1025. Cóż, wykład Pana Białczyńskiego zasługuje na osobne opracowanie. Wracając jednak do książki J. Bieszka, wskazany wyżej cytat tylko kompromituje wywód i książkę autora, bo chce restytucji dóbr, do których nie mamy żadnych źródeł twierdzących, że należały do Polski.

Bzdura nr 3
Cesarstwo Lechii, inaczej Polanii, przetrwało 38 lat: od 1000 do 1038 roku. W tym okresie panowało trzech cesarzy (królów królów, princeps, primus): Bolesław I Wielki zwany Chrobry […] Mieczysław III […], Bolesław II Sprawiedliwy zwany Zapomnianym […] (s. 248–259).
Znowu to samo... Będziemy powtarzać do skutku, że żadne cesarstwo Lechii i nie miało żadnych cesarzy! J. Bieszk niesłusznie włącza do pocztu Bolesława Zapomnianego – co już jest wielce dyskusyjne – to jeszcze na dodatek robi z niego cesarza, o czym nie mówią źródła! Niedouczony autor nie tylko, nie potrafi zrozumieć metodologii badania przeszłości, ale także różnicy pomiędzy swoim subiektywnym odczuciem, a faktem historycznym.

Bzdura nr 4
Istnienie „cesarstwa Polanii lub Polan” potwierdzili w kronikach: Piotr z Byczyny jako principum Poloniae; Gall Anonim jako principum Polonorum; Dzierswa jako Polonorum imperium; autor Kroniki wielkopolskiej jako totus superioritas imperii. (s. 259)
Tym razem J. Bieszk włączył w swoim „nie stricte naukowym” warsztacie tryb tłumacza. Zapomina jednak, że język łaciński jest wieloznaczny i autor „Chrześcijańskich królów Lechii” po prostu błędnie tłumaczy słowa. Tłumaczy je według swojego widzimisię i luźnych, bardzo odległych skojarzeń, niezależnie od kontekstu i fabuły opisywanego wydarzenia w treściach kronikarskich. To jest kardynalny błąd. I co? Skoro według Niego cztery kroniki potwierdzają istnieje tworu imperialnego, to znaczy, że istniał? Dobrze ten problem opisał zresztą autor bloga „Se czytam” (na marginesie polecamy Jego teksty): to, że ktoś kiedyś napisał, że Kowalski jest idiotą, nie znaczy, że Kowalski musiał nim być. Poza tym, co? Długosz ominął tak spektakularny fakt, bo był na kagańcu kościelnym? Dlaczego nie ma innych źródeł poświadczających hipotezę autora? Odpowiadamy: bo ich nie ma, a J. Bieszk tkwi w potwornym błędzie, z którego już chyba nigdy nie wyjdzie, bo po prostu nie chce – woli żyć w swoim świecie lechickich tworów, z podrobionymi mapkami, naciągniętymi faktami, a historykom po prostu ubliżać. Nasi stali czytelnicy wiedzą doskonale, do jakich łajdackich sformułowań jest zdolny. Odsyłamy do naszej „dyskusji” z J. Bieszkiem: TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ

Bzdura nr 5
Ponadto Gall Anonim pisze w swojej kronice, że Bolesław I Wielki był królem królów: „Król Bolesław więc […] ze względu na to, że władał wielu królestwami”. Ponadto bił on denary z nazwą PRINCES POLONIE, czyli CESARSTWO POLANII. Jego cesarski status potwierdza także pierwszy wiersz jego epitafium: W tym grobie spoczywa cesarz [princeps], szlachetna gołębica. (s. 259)
Błąd powielony kolejnym błędem. Co tu właściwie komentować? Autor tkwi w wielkim błędzie. Wspomniane epitafium pochodzi z XIV wieku, a w dodatku inskrypcja ta, jest przez niego subiektywnie i błędnie tłumaczona. W swej książce stara się również wykazać, że tylko on jest zdolny i ma wiedzę, by poprawnie przetłumaczyć ową inskrypcję, która dla zawodowych historyków, doskonale znających łacinę, jest nieraz swoistym crucis translatorum.

Bzdura nr 6
Według polskich kronik następujący władcy także zostali koronowani i nosili korony królewskie (patrz Rozdział III): - Kazimierz I Karol, Władysław I Pobożny (pod koniec życia), Bolesław IV Krzywousty (s. 259)
Skąd autor czerpie takie rewelacje? Może z literalnego odczytania tytułów tych władców z „lechickich” kronik, na które się powołuje, nie zdając sobie sprawy, że używanie tytułów rex i dux było w źródłach kronikarskich niejednokrotnie dowolne i nie konsekwentne? Oczywiście nie wspominamy tutaj o jednej z naczelnych idei dziejopisarskich polskiego średniowiecza, jakim jest idea zjednoczenia królestwa i w odniesieniu do niej można doskonale prześledzić, dlaczego nawet w przypadku nie koronowanych władców polskich kronikarze odnosili tytuł królewski. J. Bieszk w ogóle nie zdaje sobie z tego sprawy. A cały jego wywód w tej mierze? Znowuż, nieprawda i bzdura. Jeśli tak było, niech to po prostu udowodni podając źródła z epoki, tj. XI wieczne, a nie późniejsze.

Bzdura nr 7.
Należy zorganizować uroczyste obchody rocznicy wielkiej zwycięskiej bitwy na Psim Polu (Schlacht bei Hundesfeld), stoczonej pod koniec sierpnia 1109 roku pod Wrocławiem. Zgodne z zapisami kronik nasz genialny król i wódz Bolesław IV Krzywousty zmasakrował koalicyjną armię niemiecką, która dokonała zbrodniczej inwazji w celu zawładnięcia Lechią osadzenia na jej tronie bękarta papieskiego Zbigniewa. Bitwa ta była większa od tej na polach Grunwaldu, ale przede wszystkim właściwie wykorzystana, bowiem agresor niemiecki po tej nauczce przez ponad 30 lat nie śmiał zaatakował Lechii. Należy z tej okazji postawić pomnik w centrum Wrocławia naszemu wielkiemu królowi, wodzowi i patriocie Bolesławowi IV Krzywoustemu. (s. 260).
Nic o takowym wiekopomnym wydarzeniu nie pisze w swojej kronice Anonim zwany Gallem (źródło najbliższe domniemanej bitwy, pisane kilka lat po niej), a jak wiadomo Mistrz Wincenty wiele faktów ze swojej kroniki mocno podkoloryzował. Na jakiej zatem podstawie autor twierdzi, że bitwa była większa od tej stoczonej pod Grunwaldem, skoro nie mamy stosownych danych, aby porównać? Darujemy sobie dalszy wywód o tym, że Krzywousty nie był królem i nie istniała żadna opisywana Lechia. Autor ujawnia w wielu miejscach wstręt do Niemców, jednak czasem ci Niemcy byli dobrzy, ale tylko wtedy, kiedy w czasie zaborów wydawali źródła, które teraz można wykorzystać na potwierdzenie wyimaginowanego tworu pod nazwami Lechia, Imperium Lechickie, czy Cesarstwo Polanii. Logiczne i trzyma się kupy jak mucha.

Bzdura nr 8
Należy definitywnie zdjąć oskarżenie z Konrada I Mazowieckiego o sprowadzenie Krzyżaków do Lechii, inaczej Polanii. Nie istnieje bowiem żaden potwierdzający to wiarygodny dokument wystawiony przez księcia. To sfałszowane dokumenty Krzyżaków, niestety potwierdzane pieczęciami naszych biskupów, stanowiły podstawę do wystawienia bulli papieża czy cesarza. To przecież i Kościół rzymski sprowadzili na początku XIII wieku swoje wojska krzyżackie oraz ustanowili bez wiedzy księcia mazowieckiego biskupa chełmińskiego Chrystiana. Papież zrobił to wspólnie z cesarzem niemieckim w celu zyskownego podboju ziem innowierców oraz szachowania, kontrolowania i monitorowania Lechii, inaczej Polanii, co czyni skutecznie przez następne 300 lat, do 1525 roku. (s. 260–261).
W Sprawie Krzyżaków wrobiono księcia Konrada I Mazowieckiego, fałszując dokumenty (patrz Rozdział V, ptk. 1). Krzyżacy panoszyli się i niszczyli Lechię, inaczej polanę, wywołując wojny, aż przez 300 lat – do 1525 roku (s. 269).
Postulator stawiania pomników i restytutor dóbr kulturowych znowu nie wie, o czym mówi i nie wie, co jest, po czym. Warto w tym miejscu wyjaśnić, że to nie Konrad jako pierwszy sprowadził Krzyżaków do Polski, bo już wcześniej Henryk Brodaty posługiwał się templariuszami i Krzyżakami w utrzymaniu granic na zachodzie i północy Śląska (o czym zresztą w ogóle nie wspomina). Konrad nie został w coś „wrobiony”. W książce J. Bieszk wszystko, co złe to, albo Niemcy (patrz bzdura nr 7), albo kościół i papiestwo. Mąci czytelnikowi strasznie.
Rokowana z władzami Zakonu Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, zwanego potocznie Zakonem Krzyżackim, w sprawie przybycia na pogranicze pruskie w dobrach Mazowieckiego, trwały długo. W końcu objęli panowanie na ziem chełmińskiej, a ich zadaniem była obrona granic przed pogańskimi Prusami. W 1230 r. książę mazowiecki zatwierdził Krzyżakom posiadanie ziemi chełmińskiej w przywileju kruszwickim – wbrew temu, co twierdzi J. Bieszk – dokument ten wedle najnowszych ustaleń jest jednak autentyczny. Konrad o wszystkim wiedział, tylko J. Bieszk przeinacza fakty. Wątpliwości nie ma, w przypadku wystawionej przez cesarza złotej bulli w Rimini w 1226 r., która faktycznie jest falsyfikatem stworzonym na potrzeby konfliktu właśnie o ziemie chełmińską i inne nadania Konrada dla Zakonu w połowie lat 30. XIII wieku.
Bieszk nie wspomina, że na tych terenach działał przed Krzyżakami Zakon Pruskich Rycerzy Chrystusowych (potocznie zwanymi braćmi dobrzyńskimi), z biskupem Chrystianem na czele. Nic Krzyżacy nie musieli ustanawiać, bo po prostu Zakon – kolokwialnie mówiąc – wykolegował ich z interesu, przejmując ziemię dobrzyńską.
Co Krzyżacy niszczyli do 1525 roku? Czy mediewista J. Bieszk słyszał chociażby o pokoju kaliskim z Krzyżakami 1343 roku, który przetrwał do Wielkiej Wojny z Zakonem w 1409/1410 roku? Autor swojej książki powinien ponadto zastanowić się, co pisze, bo już nie wiadomo, do kiedy trwała ta Lechia. Raz twierdzi, że Lechia trwała do śmierci Kazimierza Wielkiego (tj. do 1370 r.). A w tej wypowiedzi, nic z tego, ni z owego przedłuża istnieje Lechii do 1525 r. (tj. do hołdu krakowskiego i sekularyzacji Zakonu). Nie dziwimy się więc, jeśli w przyszłości ukażą się wymysły autora o Jagiellońskich i Elekcyjnych królach Lechii.

Bzdura nr 9
Jak pisałem powyżej, od tego okresu (przyjęcia Chrztu przez Mieszka – przyp. red. SigA) zaczął się rozwijać system inwigilacji, kontroli i presji militarnej wywieranej na Lechię w celu usunięcia lub restytucji jej władców. Zarządzano nim wspólnie w kurii papieskiej w Rzymie oraz na dworze niemieckim – cesarskim lub królewskim. Dał się zaobserwować w tym ośrodkach władzy paniczny strach przed odrodzeniem Wielkiego Imperium Lechitów jako śmiertelnego zagrożenia. (s. 268)
Czyli J. Bieszk uważa, że kolejni władcy Polski byli marionetkami Kościoła i Cesarza (niemieckiego, rzecz jasna), którzy nie mieli niczego innego do roboty, tylko niszczyć nigdy nie istniejącą Lechię? To jest ciekawa teoria, szkoda tylko, że nie ma ona niczego wspólnego z rzeczywistością i źródłami.

Bzdura nr 10
Na koniec prezentujemy największą nie tyle bzdurę, co właściwie dowód na świadome wprowadzanie w błąd konsumenta.
Na powyższej fotografii widzimy reklamówkę boksu zawierającego książki „Słowiańscy Królowie Lechii” oraz „Chrześcijańscy Królowie Lechii” – jak zapewnia wydawnictwo, książka dotyczy alternatywnej wizji historii starożytnej. Chociaż opis dotyczy pierwszej części bzdur autora, pokażemy na przykładzie „Chrześcijańskich”, że autor wcale nie opisuje alternatyw, tylko wszystkie swoje wymysły bierze za pewnik i jak najbardziej na serio (jeśli zaczną ujadać zwolennicy fantazmatu lechickiego, to wysilimy się, aby przytoczyć cytaty z pierwszej części):
W niniejszym opracowaniu chciałem ukazać bardziej realne i prawdziwe oblicze średniowiecza Lechii, inaczej Polani, od dotychczas prezentowanego w literaturze przedmiotu (s. 267).
Na koniec tej dwuczęściowej pracy chciałbym podkreślić, że My, Polacy, Ariowie-Słowianie, musimy szczególne pamiętać, że Lechia, czyli Polaka była od wielu tysięcy lat i jest nadal przede wszystkim krajem słowiańskim o udokumentowanej w kronikach starożytnej historii, w tym panowanie kilkudziesięciu królów lechickich […] (s. 271).
My, Polacy, Ariowie-Słowianie nie możemy dopuścić do ograbienia nas i pozbawienia naszej słowiańskiej, lechickiej tożsamości historycznej i dlatego musimy ją w pełni przywrócić i poczuć głęboko w naszych sercach (s. 272, nlb.).
Pozostawiamy do rozmysłu czytelników, czy warto sięgać po twórczość J. Bieszka. Póki co, więcej do książek J. Bieszka nie będziemy wracać. Mamy ciekawsze plany na teksty, o czym będziemy informowali naszych czytelników na fanpage'u. Kto chce, niech wierzy w bzdury, a kto nie chce, niech je obala. Podkreślmy na koniec, że żaden portal historyczny nie pokusił się o recenzje książek J. Bieszka – uważając, że to nie ich problem. Ich prawo. Nie dziwmy się jednak później, że fantazmat Wielkiej Lechii zatacza coraz szersze kręgi – najpierw niewinne filmy na youtube, później książka, koszulki, edycja Prokosza zapowiedziana przez wiadome wydawnictwo na luty 2017, naciąganie bibliotek naukowych na finansowanie poszukiwań rękopisu nieistniejącej kroniki Nakorsza Warmisza – a co następne?
My, wbrew temu, co bredzą zwolennicy fantazmatu Wielkiej Lechii nie mamy z naszych recenzji żadnych korzyści materialnych. Ba! Nawet dokładamy do tego interesu, bo przecież dobrym prawem czytelnika jest krytyka lub pean zakupionej książki. Dziękujemy za wszystkie komentarze i udostępnienia, które zwiększają zasięg walki z bzdurami lechickimi.
Sygillusz i żydowska spółka

23 komentarze:

  1. Sygillusz i żydowska spółka, nawet sobie tak nie zartuj!!
    https://naforum.zapodaj.net/e79fdcba7c20.png.html https://naforum.zapodaj.net/75c506524ed7.jpg.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwolennicy fantazmatu lechickiego tak nas nazywają, więc jest to ukłon w ich stronę. ;)

      Usuń
    2. Tylko jedeno zdjecie przeszlo przez www, wiec https://drive.google.com/file/d/0BwNA69NLtqSXRjZUT0tSb1ZFWlU/view?usp=drivesdk

      Usuń
  2. ,,Dobrze ten problem opisał zresztą autor bloga „Se czytam” (na marginesie polecamy Jego teksty)" Tzn. Boga? Bo zaimki wielką literą... :D
    Jej, ta książka już teraz się tak prezentuje, że musi promieniować bardziej niż Czarnobyl, a to przecież zaledwie dziewięć (<3 lubię dziewiątki <3) fragmentów z książki i jedna informacja o książce.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Wykazaliśmy też, że Bolesław Zapomniany to fikcja dziejopisarska"
    Gwoli ścisłości to nie wykazaliście w sposób bezsporny tylko opowiedzieliście za poglądem pewnej grupy historyków.
    W pozostałym zakresie - pełna zgoda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaka grupa historyków twierdzi że istniał Bolesław Wymyślony?

      Usuń
    2. Proszę o zachowanie dyscypliny intelektualnej. W historiografii postać ta znana jest pod przydomkiem "Zapomniany" ew. "Okrutny". Rozumiem, że epitet "Wymyślony" wyraża Pana emocje, ale niepotrzebnie obniża to poziom dysputy. Co do meritum, to aby nie wyważać otwartych drzwi odsyłam do dyskusji pod art. "Szczał lechicki #4".

      Usuń
    3. Moze Ci historycy,"historycy"z tej dyskusji twierdza...?
      http://www.historycy.org/index.php?showtopic=16362&st=1440

      Usuń
    4. A Pan wszystko tak na poważnie ;) Drażnimy się z Panem, a Pan zamiast odpuścić, dalej ciśnie. Wracajmy więc do czwartego szczału.
      PS Nie wskazał Pan dalej też grupy historyków, którzy uważają, że Bolesław Zapomniany istniał - podał Pan jeden artykuł i nic więcej (zapoznamy się z nim, prosimy o cierpliwość).

      Usuń
    5. Proszę wybaczyć nie zorientowałem się że zmierzamy w stronę happeningu. Nie czuję się też podrażniony, po siedemnastu latach małżeństwa Pana riposty są jak wiosenny podmuch wiatru:) Nie mogę też odpuścić bo zamiast twórczej dyskusji będzie samozadowolenie i klepanie się po plecach że "dokopaliśmy tym niedouczonym turbolechitom"

      Usuń
    6. Dziękujemy za pilnowanie poziomu dyskusji.

      Usuń
  4. Przecież Prokosza dopiero co wydało (w postaci reprintu) wydawnictwo Armoryka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, teraz wyda z kolei Bellona - nie wiadomo co to dokładnie będzie - czy edycja czy reprint. Przekonamy się w lutym.

      Usuń
    2. No jak to co... Jedyna prawdziwa i pełna wersja (wraz z częściami zaginionymi) ukazująca Lechię.

      Usuń
  5. Sam rok temu kupiłem tom 1. Zachęcony opisem na tylnej okładce byłem przekonany że to opracowanie części mitycznych kronik. Ot ktoś się zabawił i zestawił "mityczną historię". Myślałem że będzie to lekka rozrywkowa lektura. Ale po 20 pierwszych stronach 70.000 latach, Atlantydzie, MU i Ario-Słowianach miałem dość. Nigdy wcześniej nawet nie słyszałem o turbosłowianach.....

    I tu moje pytanie. Czy ktoś poważny i rzeczowy opracował kiedyś zbiorczo mityczne części starych kronik i próbował stworzyć na ich podstawie jedną "mityczna historię Europy/Polski" ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym kierunku dzialaja:
      http://sredniowieczna.com/slavia-antiqua-tom-lv-2014.html


      http://www.academia.edu/24622101/_TEORIA_BEZ_DANYCH_JEST_PUSTA_ALE_DANE_BEZ_TEORII_S%C4%84_%C5%9ALEPE_Ch._Wright_Mills_Odpowied%C5%BA_na_recenzj%C4%99_Micha%C5%82a_Parczewskiego_Daleko_od_prze%C5%82omu_opublikowan%C4%85_w_Slavia_Antiqua_LV_2014_s._237-253

      http://www.naukaonline.pl/nasze-teksty/nauki-biologiczne/item/3056-tajemnice-w-zebach-skryte

      Usuń
  6. "My, Polacy, Ariowie-Słowianie nie możemy dopuścić do ograbienia nas i pozbawienia naszej słowiańskiej, lechickiej tożsamości historycznej i dlatego musimy ją w pełni przywrócić i poczuć głęboko w naszych sercach (s. 272, nlb.)."

    Ten cytat jest głęboko poruszający. Zastanawiam się, czy ci dumni Ariowie-Słowianie znają już imiona i nazwiska wszystkich swoich prapradziadków... Bo wiedza zaczerpnięta z ksiąg metrykalnych czasem pomaga na aryjskość ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam. Wszystkie te księgi metrykalne są sfałszowane przez zaborców i Watykan.

      Usuń
  7. Watykańsko-nordycko-żydowscy siepacze z Sygillum Nonaut(h)enticum i tyle w temacie!! Szkoda z agentyra obca rozmawiać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to skoro szkoda gadać, to po co w ogóle piszesz ten komentarz?

      Usuń
  8. "...J. Bieszk odwołuje się tutaj konkretnie do legendy dziejopisarskiej Hartwika (XII w.) oraz Kroniki węgiersko-polskiej (XIII w.), które mówią o tym, że korona przeznaczona dla Mieszka, trafiła na Węgry do Stefana. Podanie to, nie znajduje jednak potwierdzenia w innych źródłach, dlatego jest nie miarodajne i stanowi raczej wymysł dziejopisarski dla uzasadnienia konkretnych sytuacji i wydarzeń." ??? A co z Rocznikami Kamienieckimi? Tam jasno jest opisana cała sytuacja pod rokiem 1000!

    OdpowiedzUsuń
  9. ten blog powstał w geście rozpaczy. Kościół upadnie w ciągu 3 lat świadomośc rośnie.

    OdpowiedzUsuń