środa, 2 listopada 2016

Przekaz od prasłowiańskich przodków: Pieniądze potrzebne od zaraz! Marzena Bielińska i jej siły nadprzyrodzone

Sądziliśmy, że w kwestii lechickiej nie zdziwi nas już nic. A jednak. Na kanale Niezależnej TV w serwisie YouTube pojawiła się pogadanka z Marzeną Bielińską ZOBACZ Nie do końca wiemy, kim jest ta osoba. Twierdzi, że dostała przekaz od słowiańskich przodków i zaczęła odkrywać fakty historyczne na nowo. Do prowizorycznego studia NTV przyszła z maszynopisem swojej książki, którą napisała pod wpływem medytacji. Co z tego wyszło? Możecie sami posłuchać. My, naszym zwyczajem skomentujemy kilka wypowiedzi M. Bielińskiej.

5.43-6.36 [minuty na nagraniu – przyp. Red.] Studiowałam historię jako polonistka, interesowałam się dziejami Polski. I w związku z czym miałam tam jakieś utarty światopogląd, który płynął z podstawowych źródeł, do których doszłam, które w szkole, czy w kościele, czy w rodzinie po prostu otaczały […] natomiast gdy dotarłam do słów podstawowych, czyli... słowo podstawowe, to słowo ze źródła, powodujące obudzenie się kwiatu życia. […] Kwiat życia jest zlokalizowany w kości ogonowej i od tego kwiatu stwarza się cała świadomość danej istoty, która będzie funkcjonowała. W momencie kiedy mamy słowo pravede, czyli ze źródła, ono przywraca początkowy zapis matrycy.

Zamiast stosować otwarte, zrozumiałe argumenty, M. Bielińska twierdzi, że na podstawie obudzenia się kwiatu życia, dochodzimy w źródle do początkowego zapisu!? Przyszedł do jej głowy jakiś głos i mówi, jaka jest prawda – pravede!? Nonsens kompletny, a skoro ktoś słyszy tajemnicze głosy, to nie kwalifikuje się do leczenia psychiatrycznego? Co to znaczy kwiat życia!? To ma być argument? Do czego? Istnienia Imperium Lechickiego? Cóż, autorka przyznaje się, że z wykształcenia jest polonistką. Dlaczego więc nie przyjąć, że to, co mówi rozmówczyni redaktora NTV jest wynikiem jej wyobraźni ubranej w literacką formę?

7.38-8.08 Jest to wola góry, ja ślubowałam w wieku 33 lat, że albo będę pisała pravede, prawdę dla ludzi, która ich pomoże lub ich uzdrowi, albo nic nie będę pisała. […] Chciałam pisać uzdrawiająco, nie bibliograficznie, historycznie itp., tylko poprzez kody DNA, poprzez język światła, który mia ludziom pomagać.

Poziom absurdu sięgnął zenitu. Kogo ma na myśli autorka mówiąc „wola góry”? Jak może prawda zapisana w książce kogoś uzdrowić!? W jakim sensie? Co to ma wspólnego z kwestią słowiańskości lub istnienia Imperium Lechickiego? Kompletne pomylenie z poplątaniem.

11.57-12.20 Ja myślałam, zakładając... nie myślałam, że to będzie taki przekaz z ducha praprzodków. Ja myślałam, że to będzie jakaś książka historyczna, będę zbierała materiały, udowodnię coś tam, albo opowiem jakąś romantyczną historię. Nie myślałam, że napiszę książkę z pravedy […] czyli jest to początek... to jest taka biblia ariańska, mówiąca czym jest praveda.

M. Bielińska kompletnie nie wie, o czym mówi. W swoim niepohamowanym słowotoku ukazuje, że nie ma pojęcia w ogóle o pisaniu czegokolwiek. To, aż wstyd tłumaczyć, ale pisząc książkę historyczną, tyczy się ona – jak sama nazwa wskazuje – historii, czyli opisu danego wydarzenia, okresu czy epoki na podstawie konkretnych źródeł i dokumentów. Musi się zdecydować, czy chce pisać powieść, będącą wytworem jej wyobraźni, czy historię, opartą na faktach i analizie źródeł. Stwierdzenia te pokazują, że mimo deklarowanego przez siebie wykształcenia w zakresie filologii polskiej, na której jest podstawowy kurs polskiej historii czy historii literatury, przejawia, że kompletnie jest pozbawiona podstawowej wiedzy w zakresie swojego wykształcenia. Nie mówiąc już o tym, że myli Arian z Ariami.

14.34-14.57 W tej książce wyjaśnia nam, jak powstała linia sarmacka, późniejsza lachicka w efekcie, że protoplastką założycielką rodu sarmatów lachickiej linii jest Sara, Sarah po hebrajsku, po polsku Sara – księżniczka tłumacząc, córka Jezusa i Marii Magdaleny, przywieziona i ukryta tutaj w naszych knieniach.

Tego nie da się już skomentować, to jest po prostu wyssane z kości ogonowej M. Bielińskiej. Mamy do czynienia tutaj z historią alternatywną o zabarwieniu literackim, a komentarz zostawiamy krytykom literackim.

17.18–17.40 Dlaczego jesteśmy polachy? Bo Polacy pochodzi od słowa polonezja. No gdzie słowianie i polonez, więc jaka jest historia tego... Polasza pochodzi..., bo h przechodzi w sz i jest Polasza, nasza Polasza, i to była nasza melodia, mówili: nasza Polasza! Tak po staropolsku, aż by się poloneza zatańczyło!

To są kompletnie chybione wywody. Czy rozmówczyni jest w stanie to w jakiś sposób udowodnić? Czy jedynym dowodem na jej słowa jest medytacja i urabianie odbiorców o poszukiwaniu kwiatu życia? Na podstawie tego, co mówi M. Bielińska, można by też stwierdzić, że Fabryka Samochodów Osobowych w Warszawie (FSO), dowodzi istnienia Imperium Lechckiego! Produkowały przecież słowiańskie pojazdy! Przykład? Polonez!

20.55-21.39 Proszę Państwa! Żyjemy w kraju nad Wisłą i przypomnijmy sobie, o naszych dalszych przodkach – Sarymatach, Lachach i spytajmy się dlaczego Imperium Lechickie 2 tys. p.n.e. było na tak wysokim poziomie, że potrafiliśmy... dlaczego słowo Lach znaczy Pan... Ważne słowo padło w książce, wytłumaczenie słowa szlachta […] z lacha se szli, z lacha ci.

No właśnie, co potrafiło Imperium Lechickie, że stało rzekomo na wysokim poziomie? Tego już autorka nie wyjaśnia. Nie wyjaśnia również kwestii podstawowej – na jakiej podstawie twierdzi, że takowe imperium istniało. Przyjmijmy jednak, że istniało. Skoro tak, dlaczego nie ma po nim żadnego śladu archeologicznego czy źródłowego? Śladu wielkiego rozwoju cywilizacyjnego i technologicznego? Mało tego, posługuje się wielokrotnie obalonymi już mitami czy wręcz memami internetowymi, zwłaszcza przy pochodzeniu Polaków od Polachów, narodu (rasy! Sic!) Panów. Gratulujemy M. Bielińskiej wyczucia i wiedzy, a raczej całkowitego jej braku.

23.58-24.05 Wiemy mało, bo Chrobry został zmuszony do spalenia wszystkich ksiąg i ja jako dziejopisarka, jako pisarka to mówię.

Kompletna bzdura. Skoro M. Bielińska uważa się za dziejopisarkę to niech swoje słowa udowodni. Niech poda choć jeden przykład źródłowy z czasów panowania Bolesława Chrobrego, w którym pojawia się informacja, że pierwszy król Polski nakazał spalenie wszystkich ksiąg. Dlaczego tego nie robi? Bo takowego po prostu nie ma, a swój wywód opiera wyłącznie na autorytecie „Ja jestem dziejopisarską, i ja tak mówię”. Nie przypomina ta fraza, jednej z postaci historycznych, która wsławiła się w „obalaniu” minionego ustroju? Autorka też nie ma pojęcia, a winna je mieć, będąc z wykształcenia polonistką, kiedy pojawiają się najstarsze w Polsce zabytki pisma. I tu paradoks – pojawiają się za czasów Bolesława Chrobrego, i to w znacznej ilości (początki polskiej annalistyki, sięgające jeszcze Mieszka I i chrztu w 966 roku, pierwsze zabytki epigraficzne, w tym inskrypcja nagrobna odkryta w katedrze gnieźnieńskiej w 1959 roku o incipicie „Ossa trium”, [Kości trzech], czy cała twórczość Brunona z Kwerfurtu). Same zaś dzieje Bolesława Chrobrego są dobrze poświadczone przez źródła pisane, w tym kronikę Thietmara, biskupa merseburskiego, dla którego Chrobry był wcieleniem zła i obrazem władcy tyrana, a mimo to, informacji takich, jakie wysnuwa autorka, nie podaje. Przekaz duchowy z kości ogonowej to nie tyle słaby, co żałosny argument, a snucie takich teorii, zaprzeczających tym samym swojemu wykształceniu, jest niczym innym, jak kompromitacją. Nie tyle M. Bielińskiej, co systemu edukacji w Polsce, że przez wiele lat nie zdołał dokonać stosownej selekcji i wydzielić osoby, które do ukończenia studiów czy studiowania się po prostu nie nadają.

23.44-25.20 Polacy mają specyficzną traumę, traumę tożsamości, przez zaborców, specjalnie byliśmy rozszarpywani, inne nacje były męczone, myśmy byli rozszarpywani, bo mamy najsilniejsze geny […] Pisze o haplogrupie R1a1 i tłumacze zasady […] temat jest krótki, książka ma 20 stron zaledwie, nie jest książką historyczną […] jest to ABC bycia Polakiem, byciem Lachitą, bycia Laszką […] .

Polacy nie mają żadnej traumy tożsamości. Gdyby tak było, z pewnością nie byłoby dzisiaj państwa Polskiego. Polacy jako naród nie mają również, czego się wstydzić, zwłaszcza swojego dziedzictwa kulturowego, naukowego i bogatej historii. Nie jesteśmy gorsi, nietolerancyjni, zacofani. To właśnie w tejże Polsce istniała tolerancja religijna, wolność i demokracja szlachecka, a w oświeconych krajach zachodu palono stosy i ograniczano wolność absolutyzmami. Polscy naukowcy i badacze, zwłaszcza XIX wieczni wnieśli wiele, tworząc podstawy współczesnej nauki i jej dobroci w postaci wynalazków techniki jak choćby komputera. Tego niestety nie promuje żadna telewizja (wstyd dla TVP i TVP Historia, że w kółko wałkuje temat wydarzeń politycznych ostatniego stulecia, z naciskiem na lata 1945-1990, zamiast skupić się na propagowaniu polskiej historii i dokonań wielkich Polaków, nie tylko tych z najnowszej naszej historii), a i w programie szkolnym niezbyt dużo miejsca się temu poświęca. Choć niektórzy twierdzą, że nasza państwowość istnieje tylko teoretycznie... a z tym również i naród. Tak czy inaczej, polityczne bajdurzenie odstawmy na bok, bo autorka zaczadzona swoimi wizjami, jest kolejną osobą z grona zwolenników fantazmatu Wielkiej Lechii, która nie rozumie, że gen nie kreuje etnosu. Pisaliśmy o tym w tym miejscu ZOBACZ.

Dobrnęliśmy do końca. Dodajmy, że książka M. Bielińskiej liczy... 20 stron. Nie wie więc, że napisała broszurkę, a nie książkę (przyjęło się, że można mówić o książce, jeśli liczy ona więcej niż 48 stron). Zbiera pieniądze na druk swoich urojeń ZOBACZ. I nawet dobrze jej idzie. Cóż, jak ulał pasuje tutaj stwierdzenie z zaprzyjaźnionego bloga „Se czytam”, że w tym przypadku mamy do czynienia z turbolechickim zidioceniem i dojeniem kasy od naiwniaków. Chyba założymy własny projekt na polakpotrafi.pl, w którym będziemy prowadzić zbiórkę na wydanie książki, będącej kontrą do bzdur lechickich.
Icek i Avram

15 komentarzy:

  1. Odkryliście Janusza Zagórskiego i NTV?
    To rzućcie też okiem na dokonania Tadeusza Mrozińskiego, a dowiecie się, że głagolica umożliwia harmonizację półkul mózgowych, Cyryl i Metody nigdy nie istnieli, a słowo "caru" oznaczające Boga "sprofanowano nazywając tak po angielsku samochód". Ponadto Arka Noego to jest to samo, co okręt Argo, którym Argonauci płynęli nie po złote runo, a po RUNY, zaś konkretnie po głagolicę.
    NTV to takie medium nawiedzonych. Gościł tam również Janusz Bieszk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znamy ten kanał na YT. Widzieliśmy również rozmowę J. Bieszka z J. Zagórskim. Trudno to medium traktować poważnie, skoro fetuje się tam takiego "eksploratora" jak Dariusz Kwiecień.

      Usuń
  2. Nie lekceważyłbym Janusza Zagórskiego. To bystry łowca jeleni, potrafi skutecznie zaganiać nawiedzone owieczki do swojej zagrody. Ambicje polityczne też ma, nawoływał do poparcia Pawła Kukiza, gościł go też w NTV. Współpracuje z Czesławem Białczyńskim.
    Co do Dariusza Kwietnia: ponoć panowie już się nie lubią.

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszenie głosów? To się leczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zależy jakie głosy. Lub co rozumiesz pod tym słowem. Jeśli jest to jakiś obcy głos, a nie Twoje myśli, tak podlega to leczeniu.

      Usuń
  4. Joanna d'Arc też słyszała głosy ale jedynym lekarzem psychiatrą w tamtych czasach który leczył był stos.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmm, ciekawy pomysł z tym polakpotrafi. Piszę się za tym.

    OdpowiedzUsuń
  6. Sigillum, mam wrażenie, że trochę pomyliliście konwencje komentując wynurzenia pani Bielińskiej z pozycji naukowej. To wszystko nie udaje nawet, że ma coś wspólnego z nauką, tylko z mistycznymi doznaniami, przekazami od wyższych sił, nawiedzeniami z kości ogonowej i tego typu księżycowymi pierdafonami. Ciężko tu żądać jakiś dowodów - z przekazów mistycznych nikt się tłumaczyć nie będzie, bez względu na to jakie bzdury będzie głosić. Kwiat w kości ogonowej wyjaśni wszystko. Zresztą turbolechizm to generalnie stan, w którym historycy tacy jak Wy powiedzieli już chyba wszystko i czas żeby zajęli się tym psychologowie i antropolodzy spoleczni bo od strony "naukowej" zjawisko przechodzi płynnie w stronę wiary

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim medycy są potrzebni. Zjawisko już dawno przeszło płynnie w szaleństwo.

      Usuń
  7. Festiwal kabaretowy u Janusza Zagórskiego trwa - tym razem Słowianami zajął się Tadeusz Mroziński, wybitny znafca głagolicy (https://www.youtube.com/watch?v=oQ3UF56xBD0).
    Czego tam nie ma... Nie mogę nawet się zdecydować, co jest tam najbardziej odjechane. Może to, że muzułmanie zabrali swoją religię z Wołynia (od 38:42)? A może raczej to, że świnia jest spowinowacona haplogrupowo z ludźmi, którzy podbili latyński Rzym w 753 roku przed Chrystusem (od 28:58)?

    OdpowiedzUsuń
  8. No, nie wiem dlaczego oskarżacie biedną autorkę, przecież na 14:09 mówi świętą prawdę : "Marzena, ty już odjeżdżasz!:

    OdpowiedzUsuń
  9. Ta Pani nigdy nie miała i nie ma wykształcenia polonistycznego,natomiast jest po leczeniu psychiatrycznym ,kilkuletnim .Co nie przeszkodziło jej zebrać 20 tyś od naiwnych na proroczą książkę!!!!!!!Wystarczy popytać w Łebie kto to jest.

    OdpowiedzUsuń
  10. W sprawie rasy Słowian.

    Czy na stronie Waszej (swoją drogą obawiam się, że polemizując z dziwadłami robicie im reklamę) omawiacie twórczość Lubomira Czupkiewicza?
    Kiedyś na Chomiku obiła mi się o oczy jego broszurka "Pochodzenie i Rasa Słowian". Tytuł zdał mi się tak bzdurny, że coś podkusiło mnie do zerknięcia do wnętrza.

    Próbka :
    "Stosownie do tego, co powiedziano wyżej, możemy spróbować określić cechy psychiczne rasy między morskiej. Skoro rasa ta jest wśród Słowian najliczniejsza i najbardziej dla nich typowa, to na zasadzie sprzężenia zwrotnego można przyjąć, że cechy psychiczne typowe dla większości Słowian są zarazem cechami rasy między morskiej. Będą to zatem takie cechy jak:
    wytrzymałość na trudy środowiska i bytowania, żywotność, wojowniczość, odwaga, waleczność, indywidualizm, instynkt współzawodnictwa, poczucie wspólnoty plemiennej, pracowitość, zawziętość, nieustępliwość, wysokie poczucie godności i honoru, częste uzdolnienia humanistyczne, matematyczne, artystyczne i rzemieślnicze, zamiłowanie do muzyki, pieśni i tańca, otwartość, gościnność"
    Przytaczam ten kawałek, gdyż "zamiłowanie do tańca" jako wyznacznik "rasy" ubawiło mnie setnie.

    Dalej zaś szło
    "znaczna część antropologów, z różnych powodów, w tym także politycznych, odrzuca istnienie jakiejkolwiek współzależności pomiędzy fizycznymi i psychicznymi cechami człowieka oraz wyklucza łączenie cech psychicznych z przynależnością do określonej rasy, sprowadzając pojęcie rasy jedynie do zespołu cech fizycznych". Też mi się tak wydaje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie robimy dziwadłom reklamy, niestety ich bzdury są tak chłonne że zyskują grono zainteresowanych. O wspomnianym panu nie słyszeliśmy.

      Usuń