czwartek, 24 listopada 2016

Szczał Lechicki #3 Źródłoznawstwo, dziejopisarstwo i edytorstwo historyczne w ujęciu Pawła Szydłowskiego


W kolejnym „Szczale lechickim” kontynuujemy analizę wykładów Pana Pawła Szydłowskiego. Tym razem na warsztat wzięliśmy materiał nr 72: Kronika Prokosza, Długosza, oszust Lelewel.-Niszczenie, palenie kronik 1/2. Starożytni Polacy.

Trudno odnieść się do wszystkich bzdur wypowiadanych przez P. Szydłowskiego w tym filmie, dlatego ograniczymy się tylko do wypowiedzi na temat kronik, które demaskują kompletną niewiedzę z zakresu źródłoznawstwa, dziejopisarstwa i edytorstwa historycznego.


1.23–1.42 Głównym powodem niewiedzy Polaków jest palenie polskich kronik średniowiecznych przez inkwizycję i niszczenie lub ukrywanie wszelkich ocalałych kronik, kolekcji monet i wykopalisk archeologicznych przez środowiska naukowe związane z katolicyzmem.

Głównym powodem niewiedzy P. Szydłowskiego jest ignoranctwo, konfabulowanie, nadinterpretacja i fobia wobec katolicyzmu. W takim razie, skoro tak wszystko palono i niszczono, to, jakim cudem, instytucje naukowe i kulturalne jak biblioteki, gabinety numizmatyczne czy muzea dysponują jakimikolwiek zasobami zabytków piśmienniczych, numizmatycznych i archeologicznych z epoki średniowiecznej? Co, w takim razie, instytucje te, publikują w bibliotekach cyfrowych, dla szerokiego grona ludzi? Nic nie jest ukrywane ani przez Kościół, ani przez naukowców. Jeśli tak jest, P. Szydłowski powinien przedstawić ku temu stosowne poszlaki i dowody na taki haniebny proceder. Przyzwyczailiśmy się już, że lechicki autorytet, gdy nie wie jak uargumentować swoje hipotezy, stosuje ogólnikowe ataki na Kościół i naukowców „a bo było palone, a bo się ukrywa”. Co się ukrywa?! Panie Szydłowski konkrety!

1.45–3.18 Najbardziej znanym katolickim kronikarzem, którego dzieła były palone na stosach inkwizycji, a do dziś skatolicyzowana nauka ukrywa, to co zawierają jego roczniki historii Polski jest arcybiskup Lwowa, Jan Długosz. W roku 1615 Jezuita Zygmunt III król polski, wydał dekret zakazujący posiadanie i czytanie roczników Długosza. Księża w całym kraju wyjmowali z bibliotek i szkół dzieła tego arcybiskupa, a ze skonfiskowanych roczników w liczbie 1045 egzemplarzy inkwizycja zrobiła stos i śpiewając „Maryja królowa Polski” spalono roczniki na stosie. Ocalały tylko dlatego, że ci przeklęci żydzi – wydawca był żydowski – wydali roczniki Długosza za granicą kraju z rękopisu, później ochroną roczników zajął się hrabia Ossoliński, ale i tak byśmy o nich nic nie wiedzieli, bo nauka chciała je przed nami ukryć, tak jak ukryto roczniki Prokosza i Kronikę Wielkopolską i inne kroniki, gdyby nie pisarz Sienkiewicz i malarz Matejko, to dzięki nim wiemy o krzyżakach, wojnach z zakonem i bitwie pod Grunwaldem.

Perełka onkologiczna. Jest to bałamutny przekaz, bazujący na kompletnej niewiedzy z zakresu źródłoznawstwa i edytorstwa historycznego, a co za tym idzie autor takiej wypowiedzi po prostu się ośmiesza. Idźmy jednak od początku. Roczniki historii Polski Jana Długosza, jak nazywa je P. Szydłowski, tj. Roczniki czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego (łac. Annales seu Cronicae incliti Regni Poloniae), zachowały się do naszych czasów w postaci autografu, czyli oryginału, który na podstawie przeprowadzonych badań, wiemy, że został przepisany przez pisarza pod kierunkiem J. Długosza (oryginał przechowywany jest w Bibliotece Czartoryskich, sygnatura 1306 IV Rkps), znamy też kilka kopii późniejszych, wymienione i udostępnione publicznie są na stronie dedykowanej kronice Długosza w serwisie Polona.pl ZOBACZ, polecamy!
Abstrahując na chwilę od Długosza, wyjaśnimy, czym jest edycja źródłowa. Źródła historiograficzne wymagają specjalnej pieczy i umiejętności. Przy wydawaniu tego typu przekazu, badacz musi przeprowadzić jego dokładną krytykę, i to nie tylko oryginału, ale także kopii. Najczęściej jednak wydając dane źródło historyk/edytor ma do dyspozycji jedynie kopie lub kilka kopii. Musi wtedy określić wartość kopii stosując kryteria krytyki zewnętrznej i wewnętrznej, celem wybrania kopii będącej najbliższej oryginałowi. W nauce nazywa się to z łaciny stemma codicum. Następnie rekonstruuje oryginał (pierwotny tekst, bez zniekształceń i dopisek innych pisarzy – te zaś zamieszcza w aparacie naukowym, czyli przypisach, będące, obok tekstu źródła, głównym elementem naukowego i rzetelnego wydania krytycznego tekstu źródła) przez stworzenie tzw. archetypu. Przedstawiona metoda przygotowania edycji, która pojawiła się w drugiej połowie XIX wieku, została dopracowana dopiero w wieku XX i nadal jest rozwijana. Wcześniej mniej lub bardziej doskonale próbowano wydawać rękopisy wedle subiektywnego uznania (zazwyczaj z niekompletnego materiału rękopiśmiennego), dopuszczano się do nadużywania autorytetu badawczego naukowców, by dany przekaz uznać za bardziej „oryginalny” od innych. Za przykład niech tutaj posłuży wydanie kroniki Prokosza przez Hipolita Kownackiego, które zostało ogłoszone na podstawie odpisu, a nie tekstu oryginalnego czy wydania źródeł średniowiecznych Augusta Bielowskiego zamieszczone w pracy Wstęp krytyczny do dziejów Polski, wydany we Lwowie w 1850 roku. Zwłaszcza w epoce staropolskiej, do której P. Szydłowski się odnosi, nie znano pojęcia krytyki źródłowej i metod źródłoznawczych. Bo po prostu jeszcze ich nie było.
Uważano jednak, iż rzeczą konieczną jest wydawanie i rozpowszechniane takich dzieł historiograficznych jak roczniki Długosza. Pierwszą edycję przygotował w istocie Jan Szczęsny Herburt i została wydana w Dobromilu w 1615 r. pt. Historia Polonica Ioannis Dłvgossi sev Longini canonici Cracovien[sis]. In tres tomos digesta, faktycznie nakład tego druku został skonfiskowany, bynajmniej nie z uwagi na przedkatolicką historię opisaną przez Długosza, ale ze względu na wstęp Herburta, w którym skrytykował politykę Zygmunta III Wazy. J.S. Herburt był jednym z przywódców rokoszu Zebrzydowskiego z 1606-1607 r., przez swoje pisma polityczne i antymagnackie miał problem z cenzurą królewską od dawna. Dlatego też, żadne dzieła Długosza nie były wyjmowane i palone, a jedynie edycja Herburta, przez zawarty tam wstęp. Ciekawe jest to, że jakoś do naszych czasów przetrwały w kilku kopiach rękopiśmiennych i edycjach drukowanych teksty J. Długosza. Szydłowski po prostu nie rozumie, co to jest edycja źródłowa nawet w wykonaniu staropolskich wydawców! Ośmiesza go to całkowicie.
Warto też wspomnieć, że druga edycja roczników Długosza ukazała się w latach 1711–1712 w... Lipsku. O tym już P. Szydłowski nie wspomina, bo nie pasowałoby do koncepcji złego przyszłego zaborcy Polski, który przecież niszczył wszystko, co związane z historią i kulturą Polski. Ciekawe.
Podkreślamy, żadne źródła średniowiecznej historiografii nie były, nie są i nigdy nie będą ukrywane przez naukowców. Twierdzenie, że tylko dzięki Sienkiewiczowi i Matejce wiemy o bitwie pod Grunwaldem i wojnach z krzyżakami jest tak śmieszne, żałosne i niedorzeczne, że trzeba być wyjątkowym zakompleksionym analfabetą zapatrzonym w teorie spiskowe, aby dać temu wiary.
O rocznikach/kronice Prokosza ostatnio dobry tekst popełnił zaprzyjaźniony blog Seczytam ZOBACZ. Autor wpisu zawarł kilka podstawowych wątpliwości, co do autentyczności tego „pomnika historii”. My, w tym miejscu ponowimy po raz setny pytanie: skoro kronika Prokosza jest autentyczna, to dlaczego żaden dziejopisarz/pisarz kancelaryjny nie wspomina o istnieniu takiego przekazu?
Na koniec tego przydługiego już komentarza zwracamy uwagę na jeden fakt biograficzny J. Długosza. Nominację na arcybiskupa lwowskiego otrzymał na krótko przed śmiercią w 1480 r. Nie doczekał jednak oficjalnego zatwierdzenia, które przyszło z Watykanu już po jego śmierci.

4.18–5.07 Niszczenie polskiej historii odbywało się w czterech etapach, musimy pamiętać, że w czasach antycznych nauka i władza spoczywała w rękach kapłanów. Wszystkie księgi historyczne i roczniki napisali kapłani. Juliusz Cezar, Tacyt, Swetoniusz, Herodot, Flawiusz nie byli kapłanami. Kapłanami najwyższymi byli też Chrobry i Mieszko, dlatego aby odebrać koronę królewską Mieszkowi II, Czesi zgnietli mu jądra. Biblia zabrania kapłaństwa ze zgniecionymi jądrami i tak właśnie Mieszko II musiał zrzec się diademu cesarski odziedziczony po Chrobrym, bo miał zgniecione jądra, kapłan […] nie może mieć zgniecionych jąder koniec i kropka!

Faktycznie, Mieszko II Lambert został przez Czechów wykastrowany, ale co to ma wspólnego z kapłanami i diademem cesarskim!? Kara okaleczenia była bardzo popularna w średniowieczu. Karano nią m.in. przeciwników politycznych, krzywoprzysięzców czy zdrajców. P. Szydłowski nie zdaje sobie sprawy, że mogła to być zemsta Czechów za oślepienie Bolesława III, którego dokonał w 1003 roku Chrobry. Jest też inny kontekst, który można wysnuć choćby z relacji Anonima zwanego Gallem, gdzie prezentowany jest cud odzyskania wzroku przez Mieszka na jego uczcie postrzyżynowej. Siemomysł, ojciec pierwszego historycznego władcy Polski w duchu rozważa problem sukcesji władzy. Bowiem jak ma ją sprawować niepełnosprawny przecież syn? Ale takie stawianie tez wykracza poza możliwości intelektualne autora tego filmu, który ma kłopot w poprawnym posługiwaniu się językiem polskim i, nawet, z pobieżną, logiczną analizą tekstu źródłowego. Tezy, które P. Szydłowski prezentuje są kolejnymi niezrozumiałymi pseudoscholastycznymi wynaturzeniami. Chrobry ani jego syn, Mieszko nie byli cesarzami i co do tego nie ma żadnych wątpliwości. I co do tego wszystkiego ma jeszcze Biblia? Przecież Mieszko II stracił władzę w państwie na skutek rozpadu władztwa terytorialnego państwa polskiego, tak mozolnie budowanego i rozszerzanego przez Mieszka I i Bolesława Chrobrego, przeciwstawienia się możnych i tzw. buntu pogańskiego w roku 1031–1032, a nie dlatego, że został wykastrowany. Niestety P. Szydłowski nie ma nawet podstawowej umiejętności łączenia przyczyn i skutków wydarzeń historycznych, a umiejętność tą powinien opanować uczeń kończący szóstą klasę szkoły podstawowej.

5.09–5.44 Chrobry, którego koronowano diademem cesarskim według Galla Anonima, Kadłubka, Długosza i wielu, wielu innych kronikarzy, jako cesarz i kapłan naczelny nowej religii, nakazał spalić wszystkie pogańskie świątynie, razem ze wszystkimi pismami, jakie były w tych świątyniach, spalono wszystkie pisma, kroniki, roczniki zapisane grekom, runami i samarytańskim hebrajskim. W tych językach pisali Lechici, na to są dowody w postaci monet, jakimi posługiwano się w Imperium Lechitów.

Chrobry nie był cesarzem. Na temat tej kwestii, jak również założenia na głowę diademu przez Ottona III podczas zjazdu gnieźnieńskiego powstało mnóstwo prac naukowych. Oczywiście, P. Szydłowski żadnej z takich prac nie przeczytał. Na naszym blogu też powstanie duży tekst o domniemanej koronacji cesarskiej Chrobrego. Gest wykonany przez Ottona nie oznaczał, że Chrobry został cesarzem, ani też żadna inna koronacja cesarska Chrobrego nie miała miejsca. Jest to legenda dziejopisarska, która nie znajduje żadnego potwierdzenia w innych źródłach, chociażby zagranicznych. Skoro Chrobry był cesarzem, to dlaczego nie ma go w spisie cesarzy świętego Cesarstwa Niemieckiego Narodu Rzymskiego?
Jeśli P. Szydłowski uważa, że Chrobry wydał rozkaz palenia roczników, monet, runów słowiańskich, to niech to po prostu udowodni. Koniec i kropka.

7.53–8.21 Z tych czasów dochowała się, spisana w X wieku kronika pierwszego arcybiskupa Krakowa, włocha, Prohulusa, którego Polacy przemianowali na Prokoszem. Gdy Kronikę Prokosza odnaleziono w czasach zaborów nikt nie miał wątpliwości co do jej autentyczności z wyjątkiem znanego oszusta pracującego dla Niemców, założyciela Tygodnika Wileńskiego, Joachima Lelewela.

No cóż, wracamy do Prokosza. Kolejne pytanie-zagadka: jak mógł być pierwszym arcybiskupem Krakowa, skoro arcybiskupstwo powstało dopiero w 1925 r.? Jedynym biskupem obdarzonym paliuszem przed 1925 r. był biskup Aaron w 1046 r.
Znowu mamy do czynienia ze szkalowaniem Lelewela. I później dziwić się, że w komentarzach pod filmem P. Szydłowskiego można znaleźć takie komentarze: 

 

10.13–10.46 W pierwszym okresie od Chrobrego do Krzywoustego spalono wszystko co nie napisano po łacinie. Drugi okres palenia kronik to rozbicie dzielnicowe Polski, spowodowane klątwą papieską na Krzywoustego. W tym czasie, niemieckie cesarstwo rzymskie przy udziale kierowanego przez papiestwo kleru, paliło bezlitośnie każdą kronikę polską, która wspominała o przedkatolickim Imperium Lechitów

Gdzie i jak palono!? Dowody! Niemcy przyszli i palili? A może Krzyżacy? Jest też ciekawe, że skoro palono wszystko, co nie napisano po łacinie, to jakim cudem przetrwały najstarsze zabytki piśmiennicze dokumentujące polskie słowa z XII i XIII wieku? Jakim cudem nie zniszczono kroniki Galla i Kadłubka, mówiącej o przedkatolickiej przeszłości Lechów, czy też roczników polskich, które miały zapiski z VIII i IX wieku? Może ci, krnąbrni watykaniści nie zauważyli tego? A może byli takimi samymi ignorantami i analfabetami jak P. Szydłowski?
A tak poza tym, co ma wspólnego palenie kronik z klątwa nałożoną na Krzywosutego za oślepienie swojego brata Zbigniewa? Wielki badacz religii P. Szydłowski nie wie, że klątwy były imienne, a nie ogólnokrajowe?

Dobrnęliśmy do końca. Na zakończenie wklejamy kilka komentarzy znajdujące się pod wykładem i nie żegnamy się, bo zabieramy się za kolejną analizę... Icek i Avram.



9 komentarzy:

  1. ,,jakie były w tych świątyniach, spalono wszystkie pisma, kroniki, roczniki zapisane grekom, runami i samarytańskim hebrajskim." Mam nadzieję, że to błąd Szydłowskiego. A poza tym, tekst zacny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To cytat z Szydłowskiego.

      Usuń
    2. Autokorekta nie podświetliła, więc jest ok...

      Usuń
  2. Co do cesarza, to Otton III nawet gdyby chciał, nie mógł w Gnieźnie przeprowadzić koronacji cesarskiej Chrobrego. Z dwóch powodów - koronację cesarską przeprowadzał albo patriarcha Rzymu (papież), albo patriarcha Konstantynopola. Miejscem takowej koronacji był Rzym, albo Konstantynopol. Dlatego władcy Niemiec przeprowadzali trzy koronacje: w Akwizgranie na króla Niemiec, w Mediolanie na króla Włoch i w Rzymie na cesarza. Dopóki władca nie dotarł do Rzymu i nie został ukoronowany przez papieża używał tytułu "król rzymski" a nie cesarz!

    Prześmieszne jest, jak Szydłowski z dwóch biskupów - Prochora i Prokulfa - robi jednego Prohulusa :D Na dodatek Włocha, chociaż Prochor to imię greckie, a Prokulf germańskie.

    >>rozbicie dzielnicowe Polski, spowodowane klątwą papieską na Krzywoustego<<

    Ltpś rozumie, co Szydłowski ma tu na myśli? Jak klątwa - cofnięta zresztą - wpłynęła na rozbicie dzielnicowe? Ten ignorant nie wie nawet, że wg prawa słowiańskiego,. wszyscy synowie zmarłego mieli równe prawa dziedziczne, stąd podziały dzielnicowe obserwowane i u Słowian Wschodnich, i u Zachodnich. Podział z 1038 r. nie był pierwszym. Można się domyślać, że już Siemomysł takowy przeprowadził skoro Czcibor pod Cedynią dysponuje własnym wojskiem. Na pewno podzielił kraj Mieszko I, bo mamy to poświadczone źródłowo...

    I tak można ciągnąć. Szydłowski, Bieszk czy Białczyński nie mają zielonego pojęcia o metodologii badań historycznych, na dodatek są kłamcami - wymyślają źródła nieistniejące, przekłamują znane.

    seczytam.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pan Szydłowski nie wie o czym mówi i nie wie, co jest po czym.

      Usuń
  3. Swego czasu prof. Janusz Tazbir powiedział: "Teorie spiskowe zwalniają od myślenia" a jak widać P. Szydłowski jest tego przykładem. Świetny tekst pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dowodów nie ma, bo spalono. Przypomina mi się niegdysiejszy występ wybitnego prawnika, magistra Zbigniewa Ziobro, który na konferencji prasowej jako dowód na brak dowodów zaprezentował niszczarkę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja chciałbym dodać, że nigdy nie było takiego tworu jak święte cesarstwo niemieckie narodu rzymskiego, tylko jeśli już to Święte Cesarstwo Rzymskie narodu Niemieckiego, a najlepiej Święte Cesarstwo Rzymskie

    OdpowiedzUsuń