„Korona Królów”, czyli paradoks suchych majtek na dnie morza

Na ten serial (chociaż bardziej adekwatnym określeniem zdaje się być telenowela historyczna) z zapartym tchem czekali wszyscy historycy. „Korona królów” miała być czymś, co filmowy Ryszard Ochódzki nazwałby serialem na skalę naszych możliwości. Niestety, produkcja ta nie otwiera niedowiarkom oczu, jak to było w komedii Stanisława Barei. Jest wręcz przeciwnie, pozwala wygodnie usiąść w loży szyderców i zacząć nabijać się z tego „arcydzieła”, przeniesionego w czasy przaśnego kartonowego średniowiecza, godne telewizyjnej ramówki TVP obok takich kąsków jak „Klan”, „Barwy Szczęścia” czy hitowe „M jak Miłość”.
To, że jest źle z realizacją tego serialu było wiadomo od jakiegoś czasu. Z nieznanych powodów premiera została przesunięta z listopada 2017 roku, na początek stycznia 2018 roku. Wieści z planu oraz fotosy dostarczyły materiału na pierwszą serię memów, w której to przykładowo charakteryzacja filmowego Władysława Łokietka porównywana była z Papciem Chmielem i śp. Bohdanem Smoleniem.
Nie wymagam od scenariusza tego serialu podręcznikowego podejścia do historii, jestem w stanie wybaczyć pewne niedoskonałości faktograficzne, interpretacyjne czy scenograficzne, ale... najnowsza produkcja TVP jest kompletnie ahistoryczna, nie mówiąc już o warstwie artystycznej czy grze aktorskiej. Oczywiście, znajdzie się pewnie grono osób, które stanowczo stwierdzą, że przesadzam. Przecież serial ma być luźną opowiastką o Piastach, właściwie nie chodzi tu o historię, ale o formę – stary zamek, rycerze, kostiumy, generalnie klimat zamierzchłych czasów – a więc tego, czego przeciętny widz nie ogląda zbyt często na ekranie telewizji, zwłaszcza w produkcji polskiej. Takie stawianie problemu jest błędne, bo chodzi tutaj o odbiór serialu w społeczeństwie. Według informacji medialnych, pierwsze odcinki telenoweli oglądało średnio 3 miliony widzów, więc całkiem nieźle. Szkoda tylko, że taki bubel serialowy (który jest nędzną kopią „Wspaniałego stulecia”), będzie postrzegany jako serial historyczny pełną gębą tylko dlatego, że przedstawiono w nim pewne wydarzenia czy przedmioty, a dodatkowo osadzono w produkcji postacie i wydarzenia historyczne. Nikt przecież nie śmiałby marnować publicznych pieniędzy (pozdrowienia dla Luisa Fonsiego), by odstawić taką fuszerkę historyczną... Trudno oceniać całość produkcji po raptem pięciu odcinkach, więc ograniczę się tylko do kilku uwag merytorycznych.
Pierwszy zarzut to niespójność i zaburzenie fabuły. Przeskok z 1325 roku, do 1332 roku to nie jest najlepszy pomysł. Pominięto choćby jednodniowe oblężenie Krakowa przez Jana Luksemburskiego z 1327 roku, bitwę pod Płowcami z 1331 roku, chorobę Kazimierza i układy Łokietka z Węgrami w sprawie sukcesji, wojnę Łokietka i Litwinów z Brandenburczykami. Czyli to, czym można było przykuć do ekranu widza – scenami batalistycznymi (aż śmiechłem, jak to napisałem, bo przypomniała mi się scena turnieju rycerskiego z omawianej telenoweli), rozmachem wręcz kinowym, którego w tych dwóch odcinkach nie ma. Mało tego: w serialu przedstawiono, że w roku 1325 Śląsk należy już całkowicie do Jana Luksemburskiego, tymczasem władca ten odbierał hołdy książąt śląskich w latach 1327–1336. Mamy więc już na samym początku niezły zgrzyt faktograficzny, a przecież produkcjaa była konsultowana z zawodowym historykiem-mediewistą, dr hab. Bożeną Czwojdrak. Nie mamy jednak wiedzy o tym, jak ta współpraca wyglądała, bo przecież zaopiniowany scenariusz przez historyka mógł być jeszcze potem zmieniany przez produkcję, bez ponownej pomocy specjalisty.
Przy okazji Jana Luksemburskiego i jego oblężenia Krakowa pominięto cały wątek jego roszczeń do korony polskiej. Pominięto też chorobę Kazimierza Wielkiego, próby układów polsko-mazowieckich, by wciągnąć książąt piastowskich Mazowsza w swoją orbitę jako sojusznika w walce z Zakonem Krzyżackim (akurat Mazowsze lawirowało pomiędzy Polską, a Zakonem, co też jest ciekawym wątkiem). Nie ma też za dużo o skandalu dworskim związany z gwałtem na Klarze Zach (może w następnych odcinkach?) i zamachu Felicjana Zacha na królową Elżbietę i Kazimierza, w wyniku którego córka Łokietka miała stracić cztery palce. Czyż nie są to bardzo atrakcyjne wątki, które zbyto kilkoma zdaniami wstępu do odcinka drugiego oraz prawie całkowicie potem pominięto, nie licząc sprawy Klary Zach, która w odcinkach 3-5 doczekała się kilku kolejnych wzmianek.
Twórcy wolą jednak tkać własne wymyślone intrygi, sensacje i skandale, zamiast sięgnąć praktycznie po gotowca (w myśl zasady mówiącej, że najlepsze scenariusze pisze życie). Wystarczy tylko przelać te wydarzenia na odpowiedni scenariusz i rozpisać dialogi. Jako że jeden odcinek trwa około 30 minut, to tylko z wydarzeń tych siedmiu lat, które w serialu zupełnie zignorowano, można tworzyć scenariusz na sporą liczbę epizodów (nie podejmuję się nawet oszacowania). W sumie tylko informacje z tego punktu dyskwalifikują tę produkcję jako polską odpowiedź na „Wspaniałe Stulecie”, czy produkcję popularyzującą, nawet w luźny sposób, daną epokę. Praktycznie gotowa historia z różnorodnymi wątkami, które przykuwają widza jak choćby w produkcji „Wikingowie” zupełnie nie zostaje wykorzystana. Ot, przeskok scenariuszowy zostawiający za sobą wielką dziurę fabularną. Przez to zupełnie niezrozumiały staje się np. wątek z odcinka drugiego, w którym Aldona-Anna skarży się, że Kazimierz Wielki nie jest nią zainteresowany.
Inną kwestią są użyte w serialu Korony. Takiej tandety chyba świat nie widział i długo nie zobaczy. Jest dostępna ikonografia, bez wychodzenia z domu, opracowania na temat wyglądu koron królów i królowych polskich w średniowieczu, insygnia grobowe czy wizerunki grobowe najważniejszych przedmiotów dla każdego królestwa. W serialu mamy za to kompletny odlot rekwizytora, który wizerunek korony zaczerpnął z grafiki Jana Matejki z jego pocztu, wykonując ją bardzo niedbale. Korona Władysława Łokietka w ogóle nie przypomina tej korony, którą nakazał on sporządzić na swoją koronację. Wygląda jak wczesnośredniowieczna obręcz książęca/królewska, która nijak odnosi się do czasów, w których była używana. Lepiej wygląda pod tym względem korona Jadwigi kaliskiej, która choć trochę przypomina wygląd korony królowych polskich – składa się z segmentów kwiatonowych. Problem w tym, że użyto korony zamkniętej, zwieńczonej krzyżem, a takiej w Polsce zaczęto używać dopiero w wieku XVI – dwieście lat po akcji serialu.
Nie sięgnięto nawet po współczesną rekonstrukcję korony królów polskich, by na jej podstawie wykonać średniowieczną koronę otwartą. Oczywiście ikonografia koron króla i królowej dostępna jest w Internecie, choćby na obrazach Marcello Bacciarelliego, który malował insygnia koronacyjne na swoich obrazach z autopsji, bowiem insygnia koronacyjne widział przed ich zagrabieniem przez wojska pruskie i przetopieniu przez Fryderyka Wilhelma II.
Posiadamy także wizerunki koron na monetach i pieczęciach. W tym względzie bardzo bogata jest ikonografia związana z Kazimierzem Wielkim (oprócz monet i pieczęci, wymieńmy tutaj ukoronowany monogram królewski K, rzeźby króla czy herby związane z jego fundacjami, pomijając już fakt posiadania insygniów grobowych i wizerunku tychże na tumbie nagrobnej – wszystko dostępne jednym kliknięciem w sieci). Nie sądzę, by z upływem kolejnych lat w serialowych fantasmagoriach coś zmieniło się pod tym względem, ale zobaczymy czy w kolejnych odcinkach wykorzystane zostaną wskazane źródła.
Kolejna kwestia to artefakty. Niby pierdoły, ale jednak razi używanie kopii turniejowej z XV wieku na XIV-wiecznym turnieju. Albo szafy, które pojawiły się w XV-XVI wieku – jeśli już to powinny być skrzynie. Razi także stosowanie wyobrażeń Orła Białego jako herbu królestwa Polskiego typowego dla wieków późniejszych, albo jakiś jego pokracznych wariantów, stworzonych przez fantastów na planie filmowym. Scena inscenizacji turnieju rycerskiego może być doskonałym przykładem na to, jak nie robić takiej sceny, jeśli nie ma się budżetu (wyczuwam tu potencjał memogenny). Ponadto, błędnie ukazano funkcjonowanie kancelarii królewskiej. Pieczętowanie dokumentów pieczęcią królewską króla przez osobę królowej jest bzdurą. Wykonywał to kanclerz, przedstawiając królowi treść dokumentów.
W innym odcinku, jest scena, w której filmowy biskup Jan Grot odprawia Mszę świętą według Novus Ordo Missae , zamiast w rycie przedtrydenckim, z kolei nad ciałem nieżyjącego już Łokietka (które... oddycha!) chór zakonników śpiewa Salve Regina, którą wykonuje się od niedzieli zesłania ducha świętego do pierwszej niedzieli adwentu, a nie jak ukazano w telenoweli – w wielkim poście.
Odnotuję jeszcze ubogą scenografię, która nie oddaje zbytnio klimatu epoki. Rażą takie niuanse jak ogólna czystość, brak przepychu i te białe zęby u aktorów...
Ostatnia kwestia to gra aktorska. Nie jestem znawcą tej dziedziny sztuki i jej warsztatu. Plusem jest to, że w serialu pojawiają się nowe twarze, a nie zgrane do odruchu wymiotnego facjaty, kojarzące się z serialową rolą przysłowiowego Ryśka z „Klanu”. Minusem, ale wynikającym również z niedopracowanego scenariusza oraz zapewne braku przygotowań samych aktorów w zakresie poznania epoki, jest kreacja postaci od strony charakterologicznej. Otrzymujemy niestety pretensjonalną i zmanierowaną grę aktorską, gdzie młody Kazimierz ma temperament godny Doktora Trettera z „Na dobre i na złe”.
Dialogi są typowe dla oper mydlanych, w których przecież specjalistką jest główna scenarzystka, czyli Ilona Łepkowska. Niestety ktoś z TVP nie posiada wyobraźni, że osoba, która do tej pory zajmowała się pisaniem miałkich rozmów o maśle i herbacie w kuchni Mostowiaków, nie udźwignie ciężaru gatunkowego czy poziomu, nawet wspomnianego wcześniej serialu „Wspaniałe stulecie”.
W sumie można byłoby na tym zakończyć krytyczne uwagi. Warto uzmysłowić sobie, że rachunek zysków i strat zarówno dla twórców, jak i krytyków serialu jest dodatni. Ci pierwsi, mają oglądalność – jedni oglądają dla beki, inni są zaciekawieni, bo „Korona królów” to temat numer jeden w mediach. Hejt ale również merytoryczna krytyka błędów czy pominięć w zakresie faktograficznym, kostiumowym, rekwizytowym, plenerowym, etc, jaki spotkał twórców produkcji, przyniósł paradoksalny skutek – wszyscy chcą oglądać dalsze losy bohaterów telenoweli. Z kolei drudzy – dziennikarze, którzy produkują całe masy artykułów napędzające pseudorecenzyjną gnojówkę, zarobią nieco gorsza na swoje 30-letnie kredyty na kawalerkę ze ślepą kuchnią. Nie zmienia to jednak faktu, że władze Telewizji Polskiej zabawiły się na koszt podatnika i abonenta w tematyce, której nie znają i nie rozumieją. Przyrównać to można do puszczenia 6 latka na żwirownię, by pobawiło się koparkami, spychaczami i wywrotkami, czyli narzędziami pracy dla wykwalifikowanych dorosłych. W TVP trwa właśnie medialna propaganda tego produktu, a przed samą jego premierą pompowano balonik, który pękł z głośnym hukiem. Zresztą z tą propagandą jest jak z pewną legendą oceaniczną. Suche majtki na dnie morza. To dokładnie odzwierciedla stan umysłu ważnych dyrektorskich stołków w TVP. Wmówić swoim widzom, że otrzymali produkt najwyższej klasy, który leży i kwiczy.
(łf & aw)

Komentarze

  1. Krytykować to każdy umi ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Każdy ma prawo do swojej opinii. A to jest recenzja historyków. Ma pan/pani coś wiecej do powiedzenia? 😛

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, mom. Cuś więcej niż plucie jadem? Jakieś pozytywy? Ktoś cie skrzywdził chłopce?

      Usuń
    2. A coś bardziej na temat pieniaczu? Póki co nie odniosłeś się do zarzutów.

      Usuń
    3. Takoż uważam, że Sigillum Authenticum się czepia. To jeden z lepszych seriali komediowych, a specyficzna gra aktorska to aluzja do stylu Bustera Keatona.

      Usuń
    4. Oczywiście. Jak można było tego nie dostrzec już w trakcie pierwszego odcinka?

      Usuń
    5. Dzień dobry Panie Wiesławie.

      Usuń
  3. Hola hola młodzieńcze, każdy ma prawo do krytyki, ale pieniactwo reprezentujesz tutaj chyba tylko ty. Historyk to sobie może recenzować książkę historyczną, a nie film fabularny. Gwoli sprawiedliwości, wyjąwszy reżysera, przy filmie pracowali ludzie doświadczeni, urodzeni w latach 40-50-tych, dobrzy w swoim fachu, oni robili filmy m.in. historyczne jak ty nie byłeś nawet w planach.

    Andrzej Haliński scenografia m.in. Królowej Bony (1980), Epitafium dla Barbary Radziwiłówny (1982), Starej Baśni (2003), Ogniem i mieczem (1999)
    Teresa Gruber scenografia (dekorator wnętrz) m.in. do serialu Królewskie Sny (1988), Paziowie (1989)
    Elżbieta Radke kostiumy do Ojciec królowej (1979), Królowej Bony (1980), Epitafium dla Barbary Radziwiłówny (1982),

    A że nie dopilnowali na 100% wszystkich szczegółów, to niech ich wina, może budżet im nie pozwalał. Nie są historykami wojskowości itp. Pluj sobie lepiej na turbosków, to ci idzie najlepiej, a takie sformułowania o twórcach jak te sobie daruj, bo nie przystoi chłopaczku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będę brnął w tak niemerytoryczną przepychankę, zwłaszcza że ból pewnej części ciała nie pozwala spokojnie siedzieć. Staruszku :)

      Usuń
    2. Źle adresujesz swój ból dupy. Wymagać od scenarzysty fachowej wiedzy historycznej z zakresu wojskowości, realiów epoki, historii Kościoła, nawet akcentologii łacińskiej w późnym średniowieczu? Zwróciłem tylko uwagę, że scenarzysta przychodzi do pracy i aktor takoż. G. go obchodzi, czy łuk którym ma machać zrobiono w tym wieku czy dopiero 40 lat później. Jak nie zdajesz sobie z tego sprawy, to nie mój problem. Miarkuj się w krytykowaniu wszystkiego i wszystkich, zwłaszcza w tak niewybredny momentami sposób. Ogarnij temat ziom!

      Usuń
    3. Historyk może recenzować książkę historyczną, historyk może recenzować piknik historyczny, historyk może recenzować również film, który mieni się historycznym.

      Nie ma ty mowy o niedopilnowaniu w 100% wszystkich szczegółów. W Koronie Królów niezwykle ciężko jest znaleźć choć jeden element zgodny z historią. A gdyby zrobić 67 odcinków zamiast 68, to pieniędzy wystarczyłoby na naprawdę pokaźną ilość doskonale prezentujących się strojów.

      Inna sprawa, że jeżeli faktycznie zakupiono taką ilość tkanin, jaką podobno zakupiono, to (według wielu archeologów i historyków zajmujących się strojami) jest ona 2-3 krotnie za duża - tym samym kosztem można było kupić właściwą ilość porządnego materiału. Wystarczyło również niektórym wytwórcom pozwolić szyć według potwierdzonych historycznie krojów, a nie narzucać swoje, wydumane chyba z księżyca.

      Jeśli przy Koronie Królów pracowały osoby doświadczone, to tym gorzej dla nich, że pozwoliły na tak skrajne niedopatrzenia.
      Z pańskiego rozumowania wynika, że gdyby jakiś stary, doświadczony prawnik lub policjant okazał się być mordercą, to nikt nie mógłby go karać - przecież on zajmował się prawem, zanim jeszcze wielu ludzi było w planach, on zna się lepiej!

      Wystarczyło, zamiast ciągnąć 68 - odcinkowego tasiemca, zrobić serial na 3 sezony po 10 odcinków emitowanych co tydzień, tak jak robią wielkie wytwórnie. Zainwestować w porządną konsultację historyczną i wyjść z sideł "M jak miłość". Może wtedy wyszłoby coś porządnego. A tak mamy serial na niższym poziomie, niż nowoczesne produkcje amatorskie z budżetem nieprzekraczającym 10 tys. na film.

      Po sposobie, w jaki traktuje Pan Sigillum Authenticum wnioskuję, że uważa Pan, że może traktować młodszych od siebie w sposób po prostu chamski (tak, jak raczył Pan to zaprezentować). Szkoda, że nie rozumie Pan, że aby zasługiwać na szacunek z racji wieku, należy zachowywać się tak, jak na ten wiek przystało. Zwłaszcza, jeśli nie posiada się wiedzy w temacie dyskusji. Nie dziwię się, że Sigillum Authenticum nie chce brnąć w taki dialog.

      PS.: Przepraszam, dopiero teraz doczytałem: "to nie ich wina, nie są historykami wojskowości itp."... Czyli ten serial nie miał czegoś takiego jak konsultacja historyczna? No to wszystko jasne, nie mam więcej pytań... Poza jednym - jakim prawem został nazwany "historycznym", jeśli w jego tworzeniu nie brali udziału historycy?

      Usuń
    4. ble ble ble ble ble

      Usuń
    5. >>Historyk to sobie może recenzować książkę historyczną, a nie film fabularny<<

      Oooo, decydent się znalazł :D Pewnie, że nie każdy serial historyczny warto recenzować pod katem zgodności z faktami. Ale ten warto. W tym filmie leży wszystko - reżyseria, scenariusz, gra aktorska, praca kamer, rekwizyty itd. itp. Więc dobra zmiana, która wywaliła na tego gniota kupę kasy, broni się, że chociaż Polacy poznają fragment swojej historii. To jak widać i ten aspekt w serialu leży i kwiczy. To jest dzieło Kononowicza - jak zapowiedział, tak zrobił: żeby niczego nie było :D

      Usuń
  4. Całkowicie się zgadzam. Obejrzałam odcinek, tylko dlatego, że "głośno" o nim w Internecie. Suche majtki na dnie morza, w porównaniu z tym serialem, to jest wielka rzecz. One przynajmniej na tym dnie prezentują się całkiem ciekawie. A KK ? - większego badziewia nikt nie nakręcił. Najpierw trzeba zebrać kasę, odpowiednich ludzi, zapoznać się z historią, i niech to trwa nawet rok, dwa i wtedy niech się zaczyna pracę nad "superprodukcją". Ale z drugiej strony, należy zrozumieć Kurskiego, który chciał już teraz zabłysnąć, gdyż później nigdy nic nie wiadomo. Także po obejrzeniu tego odcinka, nie wracam do następnego. Chciałam tylko zobaczyć na własne oczy powód dla którego ludzie zaczęli się śmiać. Póki co, dzięki tym ludziom serial ma oglądalność. Ale wkrótce na pewno się znudzą.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pomimo ,że nie jest tu udana produkcja ,należy chyba jednak docenić samą próbę podjęcia tematu , tym bardziej ,że wg mnie jest to zrobione"pod młodego" widza , trochę historii , nawet opowiedzianej "po łebkach" dzieciom i młodzieży nie zaszkodzi a i starsi mogą się nieco oderwać od tych wszystkich lekarzy ,przyjaciółek ,brzydul czy innych klanów , innymi słowy to taki serial "na miarę naszych czasów " czyli chęci i oczekiwania za duże do włożonego wysiłku ale też z drugiej strony kogo stać na produkcję seriali czy nawet jednego filmu na miarę "gry o tron" czy filmowych adaptacji Tolkiena bo tylko historia wymyślona dobrze się sprzedaje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A musi to być koniecznie film na miarę "Gry o tron"? Wystarczy właśnie, żeby był udany. A tak wyszedł kolejny "Wiedźmin".

      Usuń
  6. Jasne ,że nie musi , tylko , jakie warunki musi spełnić by był udany bo rzadko zdarza się tak by wszyscy albo przynajmniej jakaś zdecydowana większość była zadowolona , np tak jak w przypadku "czarnych chmur" albo nawet "Janosika" .Czy przy tych serialach zachowano niuanse epoki w takiej mierze by żaden historyk nie miał zastrzeżeń ?Czy seriale czy w ogóle filmy o tematyce historycznej kręci się po to by zadowolić historyków ? Nie , one są dla wszystkich , do nas należy wybór .Nawet jakieś lapidarne zachowanie tych niuansów , pozyskanie najbardziej popularnych aktorów i plenerów przy słabym scenariuszu będzie "klapą " i teraz co tu napisać w tym scenariuszu by przykuł uwagę widzów ?Trzeba wymyślić sensacyjno - obyczajowe wątki .A kto to ma zrobić ? Tym bardziej ,gdy należy w to wszystko uwikłać postaci historyczne , takim gotowym scenariuszem mogłyby być "milczące psy " Łysiaka .Wracając do tej "korony królów" to jest przynajmniej tak ,że mogło być jeszcze gorzej :))), poza tym , jeśli milionowa grupa widzów potrafi latami , i to chyba z przyjemnością oglądać jakieś "dynastie"czy "Izaury", to czy nam się to podoba czy nie ,musimy się z tym pogodzić , podobnie do "awansu" t zw discopolo , najważniejsze by te "zjawiska " pozostały na marginesie , by nie zdominowały opłacanej przez nas TV , wierzę ,że Kurski zna granice banału

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, jak się nie ma kasy na "Gwiezdne wojny", to się robi film kameralny. A po to są scenarzyści, żeby wymyślać wątki sensacyjno - obyczajowe i wszystkie inne. Za to pieniądze biorą.
      Telewizja publiczna rzekomo "ma misję" i abonament a idzie w "Isaury"? To po co mi taka "publiczna telewizja"?
      No i nie wystarczy wiara w to, że Kurski zna granicę banału. Znać to on ją zna, ale nie jest ona nieprzekraczalna.

      Usuń
  7. Jako historyk dobrze się bawię przy tej produkcji, może dlatego, że czasy Kazimierzowskie to mój główny przedmiot zainteresowania. Traktuję ten serial jako telenowelę kostiumową. Wiele niedoróbek, tak nawiasem mówiąc, wynika niestety z budżetu, który mógłby być większy, bo baza (aktorzy, muzyka, reżyseria, scenariusz) wypada w mojej opinii bardzo dobrze. Ale co kto lubi.

    OdpowiedzUsuń
  8. Przyznam ze po poczatkowemu wysmianiu tego serialu-2 pierwsze odcinki to pazdzierz i dykta-ogladam go dalej czekajac na kolejny odcinek. Intryga sie rozkrecila i trzyma widza, jest to telenoweala kostiumowa, nie wymagam od niej zbyt wiele, dalo by sie lepiej ale i tak daje rade i jest to calkiem dobra rozrywka.

    Co ciekawe przy serial zaczelo sie krecic troche osob ze srodowiska, tak wiec im dalej w las, tym bedzie lepiej. Np. osoba z RIGCZem prowadzaca pewien duzy fanpage historyczny na FB pojawia sie na planie i pomaga unikac drobnych porazek wizualnych. Tylko czerkac az doswiadczeni rekonstruktorzy zajma sie walka w filmie.

    GOT to nie jest, nie byl i nie bedzie, ale to i tak jest fajny a co najciekawsze-na portalach filmowych mimo wstepnej fali kpin, zbiera na prawde wysoke oceny (np. na allkino 8/10).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Mam wrażenie, że ta osoba z RIGCZem prowadzaca pewien duzy fanpage historyczny na FB po pojawieniu się na planie niewiele pomogła. Może miast się zajmować drobnymi porażkami wizualnymi powinna się zająć tymi wielkimi porażkami nie tylko wizualnymi? Zajrzałem na portal filmweb, żeby się własnoocznie przekonać, jak to jest z tymi wysokimi ocenami. Ocena bardzo wysoka, zbyt wysoka - aż 3,8/10.

      Usuń
  9. Po obejrzeniu 30 odcinków wreszcie mogę powiedzieć, że mam w pełni wyrobione zdanie: słaby serial, nudy, po dwudziestu kilku odcinkach ma się już go trochę dość, słabe aktorstwo, brak przekazu wiedzy historycznej - ciągle tam dominują wątki typu ciągłe intrygi międzyosobowe (we "Wspaniałym stuleciu" było więcej wątków wojen i polityki, choc też dominowały ciągłe wątki kobiecych intryg), historia garncarza, rozmowy o jedzeniu i kuchni, a poza tym to za słabe wnętrza jak na Wawel, orszaki książąt w postaci 3 zbrojnych to mizeria,
    Mnie jednak najbardziej boli to, że to naśladownictwo produkcji tureckiej, prosta ściąga (a gdzie suwerenność polskiej kultury, czy nie potrafimy stworzyć własnej produkcji).

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz