piątek, 30 czerwca 2017

Najwyższy CZAS! By skończyć z lechickim zakłamywaniem historii. Część 4. Szwindel historyczno-publicystyczny dźwignią handlu? Dlaczego nikt nie chce zajmować się źródłoznawstwem?

Wracamy do tematu „Najwyższego CZASU!” (dalej NCzas) i polemice z ich turbosłowiańskimi bzdurami. Ostatnio pojawiły się dwa „interesujące” numery tegoż periodyku, a mianowicie nr 11 (1399) z marca oraz nr 23 (1411) maja br. Macherzy od wolnego rynku, tym razem postanowili porządnie dołożyć do pieca, serwując nam kolejny zbiór baitów o poszukiwaniu ukrytych krypt, o pierwszym Polaku (czyli Karleczyku), nękaniu historyków-prywaciarzy, czy porównaniu grafa Wichmana do Donalda Tuska.

Gronu naszych czytelników nie trzeba przypominać prawd oczywistych. Pisanie o fantazmacie Wielkiej Lechii jako epokowym odkryciu prywaciarzy udających historyków jest absurdalne, a pojawiające się argumenty są płytkie i kompletnie chybione. Trudno abyśmy w kolejnym tekście pieczołowicie odnosili się do każdej mutacji bajdurzeń historyczno-genetycznych, przypomnijmy jednak raz jeszcze, o co nam chodzi .
Haplogrupy nie są wyznacznikiem etniczności. Jest to pula genowa, a jedna próbka nie daje oglądu na całą społeczność. Nie można więc mówić o Polakach sprzed 3 tys. lat, ani o przynależności językowej terenów Polski. Tekst dr. Mariusza Kowalskiego „Pierwszy Polak czyli Karelczyk” [nr. 23 (1411), s. VII–IX] jest cwanym szwindlem publicystycznym. Autor stawia tezę, której nie potrafi dobrze uargumentować i finalnie się z niej wycofuje! Cóż, trzeba być zaiste naiwnym czytelnikiem, aby dać się zwieść, że konkretna osoba jest przodkiem Polaków.
Pytanie więc brzmi, w jakim celu powstał ten tekst? Spójrzmy jeszcze na okładkę tego wydania. Czy ta kompozycja graficzna z podpisem „Tak wyglądał pierwszy Polak” nie przypomina nam taniego i prymitywnego brukowca? Ten tani zabieg PR-wy zapewne był tym z cyklu „tonący brzytwy się chwyta”. Nie od dziś wiadomo, że prasa papierowa wymiera. Nczas jest medialną kawalerią związaną z ugrupowaniami politycznymi z nurtu konserwatywno-liberalnego (Kongres Nowej Prawicy, Parta Wolność, itp.). Wpływy ma coraz niższe, medialny popyt na polityczne poglądy redaktorów tygodnika uległy stagnacji. Trzeba więc pomóc wolnemu rynkowi, wkładając kij w mrowisko i siać naiwne hipotezy.
Dla nas artykuły dotyczące problemu początków Polski w tygodniku Nczas są pewnym wstrząsem. Uświadamiają jakim problemem we współczesnej humanistyce i naukach społecznych jest demarkacja wiedzy (do tego zagadnienia wrócimy w najbliższym czasie). Trudno dzisiaj odróżnić teorię naukową od doktryny. Współczesna humanistyka kompletnie tę granicę zamazała, teoria i doktryna stały się tożsame. Można być zwolennikiem takiego czy innego światopoglądu, ale to co stworzył np. Adam Smith czy austriacka szkoła ekonomii, to w gruncie rzeczy nie jest podstawa naukowa ekonomii, ale doktryna, tak jak w przypadku marksistów, tworząca swoje dogmaty.
Nie można mieszać światopoglądu z nauką, bo nauka nie ma innych celów jak wyjaśnianie rzeczy – jest to poznanie nieinteresowne. Owo poznanie wiąże się jednak z czerpaniem wiedzy z odpowiednich materiałów. Autorzy płodów historycznopodobnych nie zajmują się źródłoznawstwem, ponieważ wymaga ono sięgnięcia po coś więcej, niż strony internetowe – po źródła sensu stricto. Są one odbiciem przeszłości, pozwalającymi ją rekonstruować i tłumaczyć. Dyscyplina ta pokazuje, że źródła, które nie przekazują wiarygodnych faktów historycznych, same są również źródłem historycznym – do badania, dlaczego powstało, jak funkcjonowało społecznie, jak było czytane, etc. W nauce mówi się w tym przypadku o tzw. procesie komunikacji. Dlatego, pod tym względem opisanie odrodzenia fantazmatu Wielkiej Lechii w XXI wieku może być interesujące z punktu widzenia procesu komunikacji właśnie.
Podsumowując, każdy ma prawo mówić co chce, ale trzeba umieć liczyć się z konsekwencjami i umieć się bronić. Dlatego dziwi nas, że redaktorzy Nczas-u, pozwalają sobie na tak nikczemne szmacenie historii, nie chcąc zostawić tego pola specjalistom. Wolność słowa nie oznacza wolności od konsekwencji, bo słowa mają równie wielką wartość, co siłę.

SigA

PS. Polecamy artykuł Dariusza A. Sikorskiego, O co chodzi w sporze historyków o początki państwa polskiego ZOBACZ. Polecamy również masakrę artykułu Nczasu autorstwa Historycznych bzdur ZOBACZ.
Zobacz również poprzednie teksty z tej serii: 
Część 1 ZOBACZ
Część 2 ZOBACZ
Część 3 ZOBACZ

3 komentarze:

  1. Kowalski nie jest historykiem, ani biologiem, tylko geografem. Ale skoro lubi robić z siebie idiotę w obcej branży...

    OdpowiedzUsuń
  2. "Gronu naszych czytelników nie trzeba przypominać prawd oczywistych. Pisanie o fantazmacie Wielkiej Lechii jako epokowym odkryciu prywaciarzy udających historyków jest absurdalne, a pojawiające się argumenty są płytkie i kompletnie chybione."

    Cieszę się, że autor posiada tak wysoką zdolność /autokrytyki/.

    OdpowiedzUsuń
  3. >Nie można więc mówić o Polakach sprzed 3 tys. lat, ani o przynależności językowej terenów Polski.

    Ah, /czyżby/? O "Polakach sprzed 3 tys. lat, ani o przynależności językowej terenów Polski" /nie możemy mówić/ -- czy /nawet/ *w wypadku, gdy wiele próbek genetycznych obrazuje nam skąd pochodzili ich przodkowie*? Chyba nie, bo dlaczego? Bo... Bo jak wyróżni się jedną próbkę, to jest to za mało?

    Reszta Pańskiego wywodu to już niestety tylko ekstremalnie subiektywne wypociny -- nie w temacie -- nielogiczne i niewarte zaadresowania.

    OdpowiedzUsuń