poniedziałek, 3 lipca 2017

Jaruha czyli kicz-gangsta lechickiego rapu-u

Okazuje się, że fantazmat Wielkiej Lechii to źródło nieustannej beki nie tylko w wersji pisarskich andronów, ale także w wersji muzycznej. Turbolechici mają swojego nowego barda-męczennika. I to w pełnym tego słowa znaczeniu. Jest nim osoba tworząca pod pseudonimem Jaruha. Dwa lata przygotowywał teledysk do swojego widowiska artystycznego. Jaki efekt? Balonik pękł na otwarcie.

Byliśmy ciekawi, kiedy niezależni artyści zaangażują się w szerzenie lechickich bzdur. Sądziliśmy, że nastąpi to dużo wcześniej. Wreszcie doczekaliśmy się pierwszego śmiałka. Z zainteresowaniem oglądnęliśmy teledysk Jaruhy ZOBACZ. O gustach (w tym muzycznych) się nie dyskutuje, więc pominiemy kwestię urabiania bzdur wykorzystując „joł-joł rap, by dotrzeć do młodych joł-joł”. Nie wspominając już o łączeniu historii z wierzeniami z nurtu new age czy ezoteryką, przy jednoczesnym nawoływaniu do nienawiści i obrazie uczuć religijnych (pomimo zapewnień o „formie wyrazu artystycznego”). Jaruha nie kryje, że inspirował się książkami hochsztaplera Janusza Bieszka (w napisach końcowych figuruje jako konsultant), a w samym utworze pojawiają się tam takie frazesy jak Prokosz i haplogrupy, czy wręcz skandaliczne zwroty jak „jeszcze Lechia nie zginie póki my żyjemy”, „Polska niepodległa to Polska lechicka i na pewno nie pejsata ani katolicka”, „odbierzemy co nasze, wiarę, pismo, ziemię, bo jesteśmy niepokonane aryjskie plemienie”, etc.
Dużo ciekawsze rzeczy działy się jednak po premierze teledysku. Najpierw, Jaruha siał ferment, aby wszyscy obserwowali licznik wyświetleń jego teledysku w serwisie YouTube. Jak wiadomo, nadprzyrodzone siły tylko czekają, by któryś z użytkowników wrzucił coś do internetu albo o Lechii, albo o Słowianach, by blokować dostęp, bo przecież do Polaków prawda dotrzeć nie może. Okazało się, że materiał i tak został skasowany, lecz nie dokonały tego siły zła, lecz… sam Jaruha.
Jak powszechnie wiadomo, w imperialnym środowisku lechickim, wszystko jest wspólne. Nie liczą się prawa autorskie, prawa do nazwy, własność intelektualna, etc. Przekonaliśmy się o tym pierwszy raz, w przypadku polemiki między Czesławem Białczyńskim a Jakubem Linettym, kiedy ten pierwszy złamał prawo cytatu ZOBACZ. W przypadku Jaruhy, sprawa była dużo poważniejsza, gdyż artysta posłużył się w teledysku logiem Skansenu Archeologicznego – grodzisko w Sopocie oraz insynuował swoją współpracę z Muzeum Archeologicznym w Gdańsku.
Ze wszystkiego Jaruha musiał się wycofać, obecnie wgrana jest już wersja z poprawkami. Ale czy na pewno? W komentarzach można odnaleźć inne zarzuty*.
Sugerujemy zatem niezależnemu artyście, aby jeszcze raz zweryfikował swój teledysk, biorąc pod uwagę również wykorzystywane informacje i źródła. Historia dla Jaruhy jest bowiem wyłącznie pretekstem do mówienia o swoim światopoglądzie i obserwacjach współczesności. Niby odwołuje się do zagadnień historycznych, ale tak naprawdę chce przekazać nam swoją wizję tego, co dzieje się obecnie. Teledysk jest manifestem politycznym bez ładu i składu, którego celem jest zyskanie poklasku i popularności, co z pewnością w perspektywie czasu ma odbić się również na finansach. Stosowanie ciągłych ogólników i mówienia o spiskach, celowych działaniach, nadprzyrodzonych siłach ukrywających prawdę, kreowanie się na męczennika mikrofonu za lechicką prawdę (możecie to zobaczyć, chociażby podczas wywiadu Jaruhy udzielonego NiezależnejTV Janusza Zagórskiego ZOBACZ).
W dodatku Jaruha nie potrafi radzić sobie z krytyką – usuwa komentarze i posty, w których jego czytelnicy celnie punktują wszystkie nieścisłości i fałsze historyczne. To zresztą jest typowe dla wszystkich lechickich bardów. Gdy ktoś chce porozmawiać na temat konkretnych źródeł i argumentów, zabierają swoje zabawki z piaskownicy i groteskowo uciekają. Taki jest wasz obraz, hipokryci z krainy fantazji lechickiej.
Na koniec przyłączamy się do apelu jednego z naszych czytelników do wszystkich turbolechitów: skoro chcecie dyskutować o początkach państwa polskiego (lechickiego) – wskażcie nam źródło, w którym Lechia została opisana przed X wiekiem i w innym znaczeniu niż Polska. Prosimy o autora, tytuł, datę powstania, lokalizację manuskryptu (sygnaturę archiwalną) i stosowne cytaty. 
SigA

* Okazuje się, że środowisko to jest na tyle nerwowe i porywcze, że i nas zaczęli straszyć procesami sądowymi, za udostępnienie jednego ze screenów komentarza. W sumie nie musieliśmy go usuwać, ponieważ został umieszczony publicznie i stanowi dowód na naszą tezę, ale pokazujemy naszą dobrą wolę.
 

6 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wielka Lechia Powstanie !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Gdańsku już jest, we Lwowie była przed wojną. Może kolejna powstanie w Krakowie?

      Usuń
    2. Ja mam Lecha mrożonego w lodówce, jak wypiję to nie mogę powstać.

      Usuń
  3. Robi się taka inba z grożeniem prawnikami, że ten teledysk raczej nie przetrwa. Polska scena muzyczna nic na tym nie straci.

    OdpowiedzUsuń